Szukaj na tym blogu

niedziela, 17 lutego 2013

Jak się chroni zabytki w Puszczykowie?

Projekt planu dopuszcza obiekty usługowe na całej
długości ulicy Poznańskiej. Ściśle jednak
określa ich gabaryty. Fot. G. Ozorowska
Niedawno został udostępniony mieszkańcom plan zagospodarowania przestrzennego dla terenu położonego w rejonie ulicy Poznańskiej na odcinku od ulicy Kościelnej w kierunku cmentarza. Plan obejmuje także słynną ulicę Magazynową, na której firma Geoprojekt chce postawić market (ewentualnie szeregowce). Na razie uniemożliwia jej to decyzja Burmistrza odmawiająca wydania warunków zabudowy podtrzymana ostatnio w mocy przez Samorządowe Kolegium Odwoławcze. Plan zagospodarowania przestrzennego został wywołany na prośbę mieszkańców protestujących przeciw budowie. Warto się mu zatem bacznie przyjrzeć, bowiem może się okazać, że zamiast pomóc mieszkańcom okolic Magazynowej w rozwiązaniu problemu, pomoże raczej inwestorom w realizacji ich "ambitnych" zamierzeń. Zachęcamy do zapoznania się z projektem uchwały i mapką. Czekamy na Państwa opinie.

Już dziś publikujemy pierwszy tekst krytycznie odnoszący się do jego zawartości. Autorem jest mieszkaniec Puszczykowa - Krzysztof Kamiński, który zaprasza wszystkich mieszkańców zainteresowanych odrzuceniem proponowanego planu (w szczególności mieszkańców okolicy, której on dotyczy) do współpracy. Zainteresowani mogą pisać na adres: bronimypuszczykowa@wp.pl.

Puszczykowscy urzędnicy dbają o zabytki, czyli jak utrudnić życie mieszkańcom (niektórym)
Krzysztof Kamiński*

Wyłożony kilka dni temu projekt planu zagospodarowania przestrzennego dla terenu położonego w rejonie ulic ks. Posadzego, Kościelnej i Piaskowej, a więc dotyczącego ścisłego centrum miasta, interesuje nie tylko mieszkańców tego rejonu, ale i wszystkich puszczykowian, bo to przecież między innymi główna ulica, wizytówka miasta. Wywołanie planu po protestach mieszkańców, którzy nie życzyli sobie budowy marketu na ul. Magazynowej, a później kontrowersyjna ankieta, wzbudza zapewne dodatkowe zainteresowanie, szczególnie, że projekt planu zezwala jednak na intensywny rozwój „biznesów” w tej części miasta. 

Nie łatwo w małym tekście wyrazić opinie o całym projekcie. Pozwolę sobie wypowiedzieć się na temat ochrony dziedzictwa kulturowego i zabytków. Dla tego terenu projekt wymienia wszystkie budynki objęte ochroną konserwatorską. 

Projektodawcy, słusznie proponują konieczność uzgadniania prac budowlanych mogących wpłynąć na zmianę elewacji, kolorystyki, stolarki okiennej i drzwiowej z Powiatowym Konserwatorem Zabytków. Słuszne wydaje się nakazanie zachowania kształtu, proporcji i elementów głównej bryły budynku i parametrów dachu. Proponuje się zakaz stosowania blachy dachówko podobnej oraz gontu papowego na tych obiektach. Propozycje te zgodne są z ogólnie stosowanymi przepisami. 

Projekt zawiera jednak zapisy, które mogą wzbudzić spore kontrowersje. Otóż nakazuje (!) on „odtworzenie na podstawie zachowanych elementów bądź ikonografii detalu architektonicznego, a także układu elewacji oraz kształtu okien”. Mówiąc krótko: urzędnicy, na podstawie starej fotografii, na której znajduje się nieistniejąca dziś wieżyczka na dachu, rozebrana 70 lat temu, mogą właścicielom tych budynków nakazać odbudowę w dawnym kształcie! Jeśli okaże się, że w ciągu ostatnich 50 lat zmieniono wygląd okna, również mogą nakazać przebudowę fasady budynku, aby doprowadzić do stanu sprzed lat. Można powiedzieć - rygoryzm nie mniejszy niż w przypadku Rynku Starego Miasta w Krakowie. 

Projekt nakazuje dostosowanie na posesjach z chronionymi domami, nowo realizowanej zabudowy do historycznej kompozycji architektonicznej. Brzmi dobrze, ale po uważnym przeczytaniu brzmi groźnie. Zapis ten sprawi, że urzędnicy będą mogli nakazać (!) właścicielom tych chronionych obiektów rozebranie np. garażu czy budynku gospodarczego, jeśli stwierdzą, że nie pasują do historycznej kompozycji architektonicznej. Z drugiej strony ten sam projekt zakłada również, że w sąsiedztwie tych obiektów będą mogły zgodnie z prawem powstać markety, zakłady produkcyjne itp. Co np. zakład blacharski o wysokości 7,5 m z płaskim dachem, który będzie można zgodnie z prawem wybudować w sąsiedztwie tych chronionych obiektów, ma wspólnego z historyczną kompozycją urbanistyczną miasta? To wiedzą tylko twórcy projektu. 

Czy władze miasta zlitują się nad Mimozą?
Fot. M. Krzyżański
Uwierzyłbym w szczerość intencji urzędników, gdyby nie rozważali oni wyburzenia Mimozy (obecnie mieści się w nim straż miejska). Uwierzyłbym, gdyby w uchwalonym w październiku ub. r. planie zagospodarowania, dla rejonu ulic Wysoka, Źródlana, Jasna, Podleśna, Wiosenna, Poznańska, Podgórna, nie „zapomniano” o objęciu ochroną ok. 20 obiektów będących pod opieką konserwatora i gdyby również w tamtym planie, zapisano konieczność kosztownego odtwarzania dawnych detali architektonicznych. No, ale gdyby nie to ”zapomnienie”, to dziś nie można by myśleć o wyburzeniu Mimozy - własności miasta, więc pod opieką burmistrza. I wtedy zamiast myśleć o wyburzeniu Mimozy, urzędnicy musieliby nakazać sobie odtworzyć wieżyczkę, którą widać na jej starych fotografiach. Uchwalony w październiku plan zagospodarowania dla tamtej części miasta, pomija ochronę obiektów pod opieką konserwatora i nie zawiera kontrowersyjnych zapisów, a projekt obecnie dyskutowany, narzuca konieczność kosztownych odtworzeń. Brak w tych działaniach jakiejkolwiek spójności i logiki. 

Jeśli zatwierdzony zostanie w obecnej formie plan zagospodarowania to stare, zabytkowe obiekty, podnoszące walory miasta zginą w otaczającej je zdegradowanej przestrzeni. Te wiekowe domy zostaną wciśnięte między otaczające je klockowate lidle, stolarnie, które zgodnie z tym projektem planu można będzie budować w centrum miasta w odległości 1,5 m od ich granic. Ratowanie zabytków nie powinno polegać na restrykcjach dla ich właścicieli, często niemożliwych do realizacji, ale takim kształtowaniu przestrzeni miejskiej, aby nie stały się one przysłowiowymi kwiatkami do kożucha, aby otoczenie nie degradowało zabytków i miasta. A tak niestety wygląda wizja władz i urzędnicza dbałość o zachowanie dziedzictwa kulturowego w wykonaniu rządzącej ekipy!

*Krzysztof Kamiński - mieszkaniec Puszczykowa

piątek, 8 lutego 2013

Co nowego w Puszczykowie?

W ostatnich dniach rzadziej aktualizujemy bloga, ale nie znaczy to, że w naszym uroczym mieście nic ciekawego się nie dzieje. Dziś w telegraficznym skrócie przedstawiamy dobre i złe wiadomości, jakie dotarły do nas przez minione 2 tygodnie.

1. Dobra wiadomość. Samorządowe Kolegium Odwoławcze utrzymało w mocy decyzję Burmistrza Puszczykowa odmawiającą wydania warunków zabudowy dla inwestycji przy zbiegu ulic Poznańskiej i Magazynowej. Skarga inwestora została oddalona. Decyzja SKO nie jest ostateczna, strony mogą się odwołać do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego.
2. Już 11 lutego br. zostanie wyłożony do wglądu plan zagospodarowania przestrzennego obejmujący swoim zasięgiem ulicę Magazynową. Każdy z zainteresowanych mieszkańców będzie mógł wnieść do niego uwagi w terminie do 29 marca. Ponadto 4 marca (o godz. 15.00) planowana jest publiczna dyskusja nad planem. Jak zwykle zachęcamy do aktywnego uczestnictwa w dyskusji oraz do monitorowania aktów prawnych mających decydujący wpływ na wygląd naszej okolicy. 

Walka z planami budowy marketu przy Magazynowej trwa.
Fot. G. Ozorowska
3. Poznaliśmy wreszcie słynne pytanie ankietowe. Brzmiało ono: "Czy jesteś za lokalizacją nowego obiektu handlowego sieci dyskontowej, np. Lidl w Puszczykowie u zbiegu ul. Poznańskiej i Magazynowej?". Tak jak wcześniej pisaliśmy, opierając się na przybliżonej treści pytania, trudno je uznać za obiektywne i niesugerujące odpowiedzi. Użyta w nim nazwa popularnej marki sklepu dodatkowo mogła wpłynąć na odpowiedzi udzielane przez mieszkańców.

4. Mieszkańcom udało się także dotrzeć do wyników ankiety. Najciekawszy wydaje się następujący fragment: "Ogółem 600 osób udzieliło odpowiedzi ankieterom. Z tego 412 (68,7%) odpowiedziało TAK w sprawie lokalizacji obiektu handlowego. Struktura 600 osobowej grupy według miejsca udzielenia odpowiedzi była następująca: 333 osoby (55%) pod wylosowanym adresem, 45 osób ( 8%) pod adresem sąsiednim oraz 222 osoby (37%) na ulicy w pobilżu wylosowanego adresu". Nie chce nam się tego nawet komentować, przypomnijmy tylko zapewnienia o starannie dobranej próbie mieszkańców pod względem demograficznym, majątkowym etc. Jeśli coś było ponadprzeciętnie staranne w przypadku tej ankiety, to mydlenie oczu mieszkańcom.

Budynek na rynku kupiony przez miasto.
Fot. M. Muth
5. Najwięcej kontrowersji wśród mieszkańców budzi jednak plan przeniesienia części Centrum Animacji Kultury, m.in. Biblioteki Miejskiej do słynnego już samotnego grzybka stojącego po środku rynku obok "Biedronki". Przypomnijmy, że grzybek w planach był pięknym borowikiem, który miał pomieścić kawiarenkę z gazetami i książkami, centrum informacji i toalety. Ta prywatna inwestycja jednak nie wypaliła i grzybek powoli zaczął się zamieniać w brzydką purchawkę. Kiedy się wydawało, że stan jest permanentny, miasto umyśliło purchawkę zakupić i przekwalifikować ją na hubę zasilaną ze życiodajnego pnia budżetu miejskiego. 

Koszt zakupienia grzybka to 750 tysięcy złotych. Pieniądze zostały zaoszczędzone na rozbudowie Szkoły Podstawowej nr 1, która była zapowiadana i została nawet ujęta w projekcie budżetu. Niestety, na ostatnim etapie z budżetu i planów wyleciała, kosztem zakupu grzybka. Teoretycznie nic się nie stało, bo grzybek ma przejąć część funkcji Centrum Animacji Kultury (m.in. Bibliotekę Miejską), które zajmują obecnie część budynku przy ul. Wysokiej 1. Można zatem przyjąć, że wilk syty i owca cała, bo szkoła uzyska pomieszczenia w budynku starej szkoły kosztem części CAK, która zostanie umieszczona w grzybku.

Skąd więc kontrowersje? Po pierwsze, pojawiają się wątpliwości czy grzybek pomieści bibliotekę i czy w ogóle jest budynkiem przystosowanym do takich celów (być może niezbędny będzie kosztowny remont). Po drugie, Biblioteka Miejska jest integralną częścią Centrum Animacji Kultury i zdecydowanie łatwiej byłoby jej funkcjonować w tym samym miejscu - odnieść można wrażenie, że dobrze funkcjonującą instytucję rozdziela się na siłę i w sposób nieprzemyślany, biorąc pod uwagę tylko rachunek finansowy, a nie licząc się z wpływem na jakość pracy. Po trzecie, budynek starej szkoły może wymagać kosztownych prac adaptacyjnych przed przyjęciem uczniów (np. budowa łącznika z nową szkołą, przystosowanie sal), których koszt nie został na razie określony. 

Sprawa jest dość dziwna, bo wybrano rozwiązanie bardzo karkołomne, zamiast kontynuować prace przy rozbudowie Szkoły Podstawowej nr 1. Na pewno będziemy jeszcze o tym pisać. 

Jak długo jeszcze postoi Mimoza? Fot. M. Krzyżański
6. Nie mamy dobrych wiadomości dla miłośników zabytków. Nie wiadomo, co będzie z dawnym Pensjonatem Mimoza. Zaniepokojeni mieszkańcy, którzy skierowali pytanie do Burmistrza, otrzymali odpowiedź, która losu budynku nie przesądza, ale też nie daje wielkich nadziei:
"Podjęcie decyzji w sprawie dlaszego losu budynku MIMOZA przy ul. Poznanńskiej 26 będzie możliwe dopiero po opuszczeniu budynku przez obecnych lokatorów i dokładnym ustaleniu stanu technicznego obiektu i zakresu koniecznych prac remontowo-budowlanych. Budynek MIMOZY nie jest wpisany dp rejestru zabytków. Natomiast uzyskanie dotacji na prace konserwatorskie, restauratorskie lub roboty budowlane możliwe jest tylko dla obiektów wpisanych do rejestru zabytków".
Warto wspomnieć, że budynek Mimozy został wpisany do gminnego rejestru zabytków w 2009 roku. Nie znajdował się jednak i nadal nie znajduje w wojewódzkim rejestrze zabytków. Wygląda na to, że trudno będzie ten stuletni budynek uratować przed rozbiórką. Wielka szkoda, że może on podzielić los urokliwej Willi Bogdaniec, która została zrównana z ziemią kilka lat temu.

poniedziałek, 4 lutego 2013

Stowarzyszenie Przyjaciół Puszczykowa zaprasza

Pensjonat Mimoza (wtedy „Restaurant Kyffhauser”) na starej widokówce.
Ilustracja ze zbiorów biblioteki UAM.
W najbliższy wtorek 5 lutego o godzinie 18.00 w Bibliotece Miejskiej odbędzie się comiesięczne otwarte spotkanie Stowarzyszenia Przyjaciół Puszczykowa. W imieniu swoim oraz organizatorów zapraszamy wszystkich, którzy chcą porozmawiać o sprawach naszego miasta. 

Z pewnością będzie okazja, żeby porozmawiać o decyzji Samorządowego Kolegium Odwoławczego, które oddaliło odwołanie firmy Geoprojekt od decyzji Burmistrza Puszczykowa odmawiającej ustalenia warunków zabudowy dla inwestycji przy ul. Magazynowej. Oznacza to, że odmowna decyzja Burmistrza została utrzymana w mocy. Teraz strony mogą się odwołać do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego. O decyzji poinformowano na ostatniej sesji Rady Miasta. 

Oczywiście nie brakuje też innych bulwersujących tematów jak np. plany wyburzenia dawnego pensjonatu Mimoza. Mamy jednak nadzieję, że uda się także porozmawiać o pozytywnych pomysłach na rozwój naszego miasta.

Zapraszamy!

piątek, 1 lutego 2013

Mosina na sprzedaż

Bardzo niepokojące wieści dochodzą z Mosiny. W tym tygodniu na łamach Głosu Wielkopolskiego i Gazety Wyborczej ukazały się artykuły o skandalicznej sprzedaży działki w Czapurach, za którą firma Family House zapłaciła śmieszną kwotę 90 tysięcy złotych. Działka formalnie była przeznaczona na pastwisko, zatem nie miała dużej wartości. Jednak już po sprzedaniu działki Rada Miejska Mosiny zdecydowała się zmienić przeznaczenie gruntu, co umożliwiło budowę osiedla, na którym deweloper może zarobić krocie. Powstaje pytanie, czy władze gminy mają prawo w tak beztroski sposób gospodarować majątkiem publicznym? 

Kolejne pytanie, czy relacje między władzami Mosiny a deweloperem są przejrzyste? Przypomnijmy, że to właśnie firma Family House była największym reklamodawcą pierwszego numeru "Kuriera Mosińskiego" wydawanego przez Stowarzyszenie Nowoczesna Rzeczpospolita Mosińska, z którego wywodzi się Pani Burmistrz oraz duża część radnych. Gazeta została powołana do życia m.in. w celu walki z przeciwnikami chaotycznej rozbudowy osiedli w gminie Mosina oraz związanej z tym potrzeby rozbudowy drogi 430. 

Dziś otrzymaliśmy kolejny alarmujący sygnał. Burmistrz Mosiny planuje sprzedaż kolejnej działki. Tym razem w Baranowie i za normalną cenę - 1,5 mln złotych. Jest to jednak ostatnia działka należąca do gminy, która umożliwia dostęp do Warty. Warto zatem zadać pytanie, czy nie lepiej zachować ją w posiadaniu, aby umożliwić wszystkim mieszkańcom dostęp do rzeki. Mosińska radna Małgorzata Kaptur przesłała do nas list w tej sprawie. Zachęcamy do przeczytania i wsparcia protestu.

Szanowni Państwo,

serdecznie proszę o zapoznanie się z problemem i wsparcie protestu mieszkańców.


Burmistrz 8 lutego 2013 r.  zamierza sprzedać za 1,5 mln zł. 40 ha gruntu między Sowińcem a Baranowem naprzeciw pałacu w Rogalinie. Działka została wystawiona na sprzedaż, gdyż jest osoba zainteresowana jej kupnem.

Mieszkańcy nie zgadzają się, żeby jedyna działka gminna z dostępem do Warty została sprzedana. Nie chcemy oglądać przyrody przez płot, który postawi prywatny właściciel.

Jeśli Mosina ma być MADE in GREEN nie powinno dojść do tego przetargu.
szczegóły na stronie www.czasmosiny.pl
http://czasmosiny.e-samorzadowiec.pl/tresc2/wyswietl/4642/mieszkancy-beda-protestowac-przyroda-nie-jest-na-sprzedaz


Otrzymałam informację od prezesa Koła PZW Mosina Miasto, p. Ireneusza Andrzejewskiego, że podpisy od mieszkańców będą zbierane od dnia 02.02.2013r w następujących miejscach:- Sklep artykułów malarskich i wędkarskich ul. ŚREMSKA - pawilon GS Mosina- Sklep wędliniarski Pana Jaroszczaka – narożnik targowiska ul Farbiarska- Sklep sportowo wędkarski Relax Pani Małgorzaty Siemiątkowskiej ul. Dworcowa naprzeciwko Domu Kultury- Sklep artykułów metalowych Pana Nowaka ul. Kolejowa koło policji- Targowisko miejskie w Mosinie – podpisy będą zbierali członkowie PZW- Plac 20 Października koło gablot PZW będą stoliki gdzie również członkowie kół będą zbierać podpisy.


Jeśli moglibyście Państwo pozbierać podpisy wśród rodziny i znajomych i dostarczyć je do miejsca zbiórki, byłoby świetnie.


Serdecznie pozdrawiamMałgorzata Kaptur

Publikujemy też treść protestu, pod którym zbierane są podpisy:


Pani Zofia Springer
Burmistrz Gminy Mosina

My, mieszkańcy Gminy Mosina, protestujemy przeciw sprzedaży działki 2/2 obręb Baranowo.


My, mieszkańcy Gminy Mosina, protestujemy przeciw sprzedaży działki 2/2 obręb Baranowo.

Jest to jedyna działka gminna z dostępem do Warty. Korzystają z niej mieszkańcy gminy i turyści, wędkarze i przyrodnicy. Sprzedaż tego gruntu pozbawi nas możliwości odpoczynku i wędkowania na tym atrakcyjnym przyrodniczo obszarze, dlatego apelujemy o odstąpienie od zamiaru sprzedaży.



Pensjonat Mimoza


Na ostatnim spotkaniu otwartym Stowarzyszenia Przyjaciół Puszczykowa dużo kontrowersji wywołał pomysł wyburzenia zabytkowego Pensjonatu Mimoza. Dziś mieszczą się w nim mieszkania i siedziba Straży Miejskiej. Budynek ma jednak bardzo bogatą historię, którą w "Kurierze Puszczykowskim" opisał Maciej Krzyżański. Poniżej publikujemy jego tekst i jednocześnie apelujemy do radnych i władz miasta, aby się opamiętały i postarały uratować budynek świadczący o pięknej historii naszego miasta.

Pensjonat Mimoza
Maciej Krzyżański*

Pensjonat Mimoza jest dziś w fatalnym stanie.
Fot. Maciej Krzyżański.
W Puszczykowie, przy ulicy Poznańskiej, stoi stary budynek, znany jako pensjonat Mimoza. Obecnie mieści się w nim Straż Miejska i mieszkania. W ubiegłym roku wielokrotnie poruszano  jego temat.  Jak wynika z moich informacji, jest on własnością miasta – czyli nas wszystkich. Jego remont jest kosztowny, ale chciałbym przedstawić moje argumenty w jego obronie.

Mimoza powstała w pierwszych latach XX wieku. W okresie zaborów nazywała się „Restaurant Kyffhauser” i należała do W. Siczyńskiego. Puszczykowo wtedy było dynamicznie rozwijającym się letniskiem. Budowle z tego okresu przedstawiają najwspanialsze wzorce architektoniczne.  Jednym z najlepszych przykładów jest pensjonat Mimoza. Postawiono go przy głównej ulicy kurortu. Otoczony był przepięknymi polami zbożowymi i wielkimi przestrzeniami. Z jego okien można było oglądać „góry puszczykowskie” i przepiękne sosnowe lasy.  Sam budynek nadawał świetny charakter okolicy.

Budynek Mimozy nie był wtedy otynkowany. Postawiony został w technice szachulcowej, przez co posiadał wspaniałą fasadę. Całość zwieńczała wieżyczka (usunięta została prawdopodobnie w okresie późniejszym podczas remontu dachu).   Całość posesji otoczona była drewnianym płotem, z wielkim drewnianym szyldem-bramą.  Budynek pełnił również funkcję restauracji. Prawdopodobnie odpoczywali w nim ludzie, którzy szli, bądź wracali z „gór puszczykowskich” .

Sława Puszczykowa, jako letniska i najbardziej ekskluzywnej miejscowości w Wielkopolsce, spowodowała naturalny proces urbanizacji. Okolice pensjonatu Mimoza, zaczęły wypełniać wille i domy. Puszczykowo przybrało charakter miejscowości rezydencjonalnej.  Przyjeżdżali do nas wszyscy poznaniacy  i każdy chciał się u nas osiedlić. Dlaczego?  Lasy, góry, świeże powietrze i przepiękne budowle tworzyły i tworzą niezwykły urok Puszczykowa.

Pensjonat Mimoza popadał jednak w ruinę. Z wielu przyczyn historycznych. Dzisiaj jego stan jest opłakany. Remont jest kosztowny. Miasto – z tego co słyszałem podczas spotkań – ma parę koncepcji „rozwiązania tego problemu”.  Pierwszy z nich zakłada wyburzenie budynku. Drugi zakłada wyburzenie i wybudowanie tego budynku od nowa. Trzeci zakłada remont.  Pierwszy z tych wariantów jest absolutnie nie do zaakceptowania.  Puszczykowo w takim wypadku straciłoby perłę architektury. Miałoby to wymierne skutki dla wszystkich mieszkańców, gdyż spadłaby wartość działek. Można przypuszczać, że Puszczykowo straciłoby wiele ze swojego uroku. Kolejne dwa warianty są do przyjęcia. Oczywiście najkorzystniejszym z nich jest remont (kto by zburzył Ratusz w Poznaniu i wybudowałby go od początku?).  Wszystko zależy od pieniędzy i od dobrej woli czynników decyzyjnych. Fundusze mogą pochodzić od inwestora, bądź od miasta.

Odnowiony budynek stałby się wizytówką Puszczykowa.   Oczywiście zmieniłby on sposób użytkowania. Można by w nim umieścić instytucje miejskie, albo sklepy czy restaurację. Okolica opromieniona blaskiem odnowionego zabytku zyskałaby wiele walorów estetycznych, ale też finansowych (ceny działek i domów).  Cena remontu przy uwzględnieniu wyceny gruntów Puszczykowskich nie jest aż tak kosztowana.  Puszczykowo utrzyma swój charakter tylko ze starym budownictwem. Bez niego stanie się miejscowością podobną do jakiegoś osiedla podpoznańskiego.                

*Maciej Krzyżański - puszczykowski historyk, autor pracy magisterskiej o historii Puszczykowa.

wtorek, 29 stycznia 2013

Badamy starannie, pytamy przypadkowych przechodniów

Tu będzie market na skalę naszych czasów.
Fot. G. Ozorowska
Gdy tylko w puszczykowskich domach pojawia się nowy numer "Głosu Puszczykowa", redakcja bloga zostaje dosłownie zasypana alarmującymi sygnałami mieszkańców zaskoczonych, oburzonych czy nawet przerażonych treścią artykułów tam publikowanych. Czasami reagujemy, czasami polemizujemy, staramy się traktować argumenty oponentów poważnie i racjonalnie. Tym razem jednak trafił do naszych rąk wywiad redaktora Dariusza Urbanowicza z profesorem Waldemarem Ratajczakiem - odpowiedzialnym z ramienia Centrum Analiz Przestrzennych i Społeczno-Ekonomicznych za przeprowadzenie ankiety dotyczącej lokalizacji marketu przy ulicy Magazynowej. Wywiad nas bowiem kompletnie rozbroił. Publikujemy krótką polemikę autorstwa Marcina Mutha, do którego argumentów częściowo odnosi się wywiad.

Badamy starannie, pytamy przypadkowych przechodniów
Marcin Muth*

W styczniowym numerze "Głosu Puszczykowa" mieszkańcy Puszczykowa mogą przeczytać wywiad z prof. Waldemarem Ratajczakiem, który był odpowiedzialny na przeprowadzenie ankiety dotyczącej lokalizacji marketu przy ulicy Magazynowej. Chciałbym krótko odnieść się do kilku opinii wyrażonych przez eksperta, które rzucają nowe światło na wyniki ankiety, a także na cel jej przeprowadzenia i sposób myślenia organizatorów i wykonawców. 

Wypowiedź, która, muszę przyznać, najbardziej zbiła mnie z tropu znajduje się na końcu wywiadu. Profesor Ratajczak odnosi się do listu mieszkańca Puszczykowa - pana Biernackiego - który zarzucił przeprowadzającym ankietę nierzetelność, bowiem na mapce w grudniowym "Głosie Puszczykowa" zaznaczono jego posesję jako zamieszkaną przez zwolennika budowy marketu, podczas gdy on jest twardym przeciwnikiem tej inwestycji. 

Muszę powiedzieć, że do tej pory, choć jestem przeciwnikiem budowy marketu, podchodziłem sceptycznie do tego typu protestów. Miałem bowiem wrażenie, że mapka w "Głosie" była na tyle niewyraźna, iż trudno na jej podstawie wyciągać jednoznaczne wnioski, co do tego, kto i jak odpowiedział. Okazuje się jednak, że to nie mapka była niedokładna, ale sama metoda ankietowania jest skonstruowana w sposób dość kontrowersyjny, jeśli nie z naukowego punktu widzenia (w tej kwestii nie mam prawa nie ufać profesorowi), to na pewno z punktu widzenia jej wiarygodności społecznej. 

Otóż mówi profesor Ratajczak, że "gdy ankieter pod wylosowanym adresem nie zastał mieszkańców, to odwiedzał sąsiednią posesję. Jeśli tam nie udało się przeprowadzić badania, to ankieter pytał o opinię osobę przechodzącą w pobliżu wytypowanego adresu". Nie jestem profesorem ani nawet ankieterem, zatem przyjmuję na wiarę, że taki sposób badania ma naukowy sens. Jednak jako mieszkaniec Puszczykowa, jestem zaniepokojony faktem, że o przyszłości mojego miasta może zadecydować badanie przypadkowo przechodzących ulicą osób. 

Pomijam już nawet fakt, że te osoby wcale nie muszą się w danym miejscu na ulicy pojawić przypadkowo. Ten argument pewnie też ktoś wysunie, ale mnie bardziej niepokoi niefrasobliwość społeczna profesora Ratajczaka. Wcześniej bowiem ankieta była przedstawiana jako przygotowana bardzo starannie w oparciu o spis gospodarstw domowych. Miała być niepodważalna nie tylko na gruncie naukowym, ale też miała być ważnym argumentem w dyskusji o przyszłości Puszczykowa. Miała przekonać przeciwników, że zwolennicy budowy marketu są w większości na terenie całego miasta. 

Teraz okazuje się, że w sumie to staranne dobieranie gospodarstw domowych nie miało aż tak dużego znaczenia. Jako racjonalnie myślącemu człowiekowi wydaje mi się, że równą moc poznawczą miałaby ankieta przeprowadzona w niedzielę przed kościołem lub piekarnią. Tam przychodzą ludzie z różnych gospodarstw (nawet jeśli są niewierzący, to przypadkiem przechodzą z psami na spacer), zazwyczaj pewnie mają przy sobie dowody osobiste, a nawet jeśli ktoś zapomniał, to próba jest tak duża, że można zapytać następnego i następnego. Nie trzeba w tym celu latać po całym mieście.

Proszę mnie dobrze zrozumieć, nie zarzucam profesorowi nierzetelności ani nie podważam jego metody badania. Uważam jednak, że w sprawie bardzo istotnej dla miasta, to narzędzie jest bezużyteczne. Nie jest przekonujące dla przeciwników budowy marketu i nie powinno być przekonujące dla innych mieszkańców z co najmniej kilku powodów, które wymieniłem we wcześniejszych polemikach. W wywiadzie z profesorem padają pytania tylko o niektóre z nich, ale odpowiedzi dostarczają nam cennych informacji na temat sposobu myślenia inwestora i firmy ankietującej w Puszczykowie.

W jednej z wypowiedzi profesor Ratajczak zarzuca mi błąd we wnioskowaniu, bowiem użyłem nieprecyzyjnie terminu "referendum". Profesor ma rację, mówiąc, że ankieta nie była referendum w sensie ścisłym. Ja jednak tego nie napisałem, sformułowałem jedynie publicystyczną wypowiedź pod ironicznym tytułem "Prywatne referendum". Napisałem tak dlatego, że zarówno inwestor jak i media mu sprzyjające z uporem powtarzają, że ankieta odpowie na pytanie - czego chcą mieszkańcy Puszczykowa albo też czego chce większość mieszkańców. A na to pytanie nie odpowie żaden sondaż czy ankieta, a jedynie referendum lub bezstronne konsultacje społeczne zorganizowane przez władze miasta.

Profesor Ratajczak nie widzi jednak nic zdrożnego w tym, że prywatny inwestor odciąża władze miasta w prowadzeniu polityki samorządowej. Mówi: "Trudno mi też zrozumieć zarzut dotyczący finansowania badań przez prywatnego inwestora. To raczej powód do zadowolenia, że dzięki temu nie trzeba było wydawać pieniędzy publicznych". To bardzo zaskakujące wnioskowanie u profesora zajmującego się geografią społeczną. Przecież nie trudno sobie wyobrazić sytuację, gdy przy pomocy takich prywatnych ankiet inwestorzy zbudują sobie miasto po swojemu, nie zwracając uwagi na zabytki, planowanie przestrzenne, interes mieszkańców, charakter miasta czy nawet prawo budowlane. Po co komu procedury demokratyczne, urzędnicy samorządowi i prawo głosu? Wszystko może przecież załatwić niewidzialna ręka rynku.

W odpowiedzi na kolejne pytanie (pominę już, że redaktor Urbanowicz błędnie przedstawił moją argumentację), profesor Ratajczak podkreśla, że "każdą inwestycję można rozpatrywać wyłącznie przez pryzmat ekonomii (podatki do budżetu, niższe ceny w sklepach dla mieszkańców), ale można także zastanawiać się nad tym, czy nie naruszy ona powszechnie uznawanego w mieście systemu wartości. Jeśli bardziej niż aspekt ekonomiczny, ceni się np. wartości historyczne, krajobrazowe lub kulturowe, można właśnie im przyznać prymat. Ważne jednak, by taki system wartości był uznawany przez władze samorządowe i przez większość mieszkańców." W pełni się zgadzam z panem profesorem i nic innego nie powtarzam od początku dyskusji o lokalizacji marketu. W Puszczykowie mamy sytuację, w której duża część mieszkańców chce walczyć o zachowanie tradycyjnego charakteru miasta (profesor jako geograf powinien sobie świetnie zdawać sprawę, dlaczego), jest też duża część zainteresowana jedynie zdynamizowaniem rozwoju ekonomicznego bez oglądania się na koszty społeczne, ekologiczne i urbanistyczne. 

Profesor Ratajczak w następnym zdaniu stwierdza, że konflikt ten został właściwie rozstrzygnięty przeprowadzoną przez niego ankietą. Mówi, że "blisko 70% mieszkańców popiera inwestycję" i "nie da się tego podważyć stosując argumenty racjonalne". Otóż, Szanowny Panie Profesorze, wyników może nie da się podważyć, bo ankieta, w co nadal pragnę wierzyć, została przeprowadzona rzetelnie. Da się jednak podważyć treść pytania i sposób przygotowania ankiety a nawet zasięg przeprowadzonego badania. 

Pytanie zostało sformułowane w sposób tendencyjny i użyto w nim nazwy marki komercyjnej, która wydaje olbrzymie pieniądze na reklamę. To nie mogło pozostać bez wpływu na wynik. Ankieta została przygotowana w tajemnicy przed przeciwnikami budowy marketu. Nie mogliśmy brać udziału w przygotowaniu pytania, a nawet nie znaliśmy go w momencie przeprowadzania ankiety. Informacja o przeprowadzeniu ankiety ukazała się tuż przed jej terminem tylko w jednej gazecie o wyraźnym profilu ideowym i była ilustrowana tendencyjnym listem do redakcji. To także mogło mieć wpływ na wynik ankiety, bowiem przeciwnicy nie mieli już szansy skutecznej polemiki. Dodatkowo, ankietę przeprowadzano w całym mieście, choć w podobnych przypadkach w innych miastach pyta się o zdanie mieszkańców dzielnic bezpośrednio zainteresowanych inwestycją. 

W kilku polemikach podawałem przykład poznańskich konsultacji społecznych w sprawie terenu dawnego stadionu Szyca. W tym przypadku społecznicy zostali dopuszczeni do równej dyskusji i mogli przekonać do swoich racji mieszkańców. Podobnie stało się ostatnio na poznańskiej ulicy Taczaka, gdzie aktywiści i radni przeprowadzili ankietę na temat przyszłości tego urokliwego i zniszczonego zakątka. W obu przypadkach odbyła się demokratyczna dyskusja i wszyscy znali dokładnie zasady na jakich odbywa się głosowanie i liczenie głosów. W przypadku ankiety puszczykowskiej prawie żadne demokratyczne standardy nie zostały zachowane i to się da spokojnie i racjonalnie udowodnić. Ta ankieta nie ma nic wspólnego z miejską demokracją i ideą samorządu. Jest tylko prywatnym badaniem opinii publicznej, którego wynik może być argumentem za przeprowadzeniem referendum lub konsultacji społecznych i nic więcej. Ankieta niczego nie rozstrzygnęła, bo rozstrzygnąć nie mogła. Prywatne badanie opinii publicznej nie zastąpi demokratycznych procedur.

Cieszę się natomiast bardzo, że Profesor Ratajczak cieszy się, że mieszkańcy protestują. To jest sól demokracji. Mogę zapewnić, że mieszkańcy Puszczykowa dostarczą jeszcze Profesorowi wiele uciechy. 

*Marcin Muth - redaktor bloga Zielone Puszczykowo

niedziela, 27 stycznia 2013

Kto pyta, ten wygrywa


Do puszczykowskich domów dotarł już styczniowy numer "Kuriera Puszczykowskiego". Polecamy lekturę całości, a dla tych, którzy gazety nie dostali lub spadła im w śnieg i zamieniła w bezkształtną papkę makulatury, publikujemy jeden z tekstów. Niestety, ze względów technicznych najnowszy "Kurier" nie jest dostępny w całości w internecie. Jak tylko się ukaże, damy znać. 

Już we wtorek być może dowiemy się, jaką decyzję
podjęło SKO w sprawie tej działki. Fot. G. Ozorowska
Tekst jest polemiką z artykułem, który ukazał się w grudniowym "Głosie Puszczykowa". Redaktor Dariusz Urbanowicz prezentował wyniki ankiety przeprowadzonej przez firmę Geoprojekt, przy okazji dość stronniczo odnosząc się do argumentów przeciwników budowy marketu. Stąd konieczność odpowiedzi. 

Wszystkich zainteresowanych sprawą marketu zachęcamy do uczestnictwa w najbliższej sesji Rady Miasta, która odbędzie się w najbliższy wtorek 29 stycznia o godzinie 17.00 w sali sesyjnej budynku B Urzędu Miejskiego przy ulicy Podleśnej 4. 

Choć  w programie obrad nie punktu "market przy Magazynowej", to można mieć nadzieję, że Przewodniczący Rady przedstawi w końcu mieszkańcom kompletny raport z ankiety, którym wg inwestora dysponuje. Można się też spodziewać informacji o decyzji Samorządowego Kolegium Odwoławczego, która na obecnym etapie jest wiążąca dla wszystkich stron konfliktu - przypomnijmy, że inwestor odwołał się do SKO od decyzji Burmistrza Puszczykowa, w której odmówiono ustalenia warunków zabudowy dla działki przy Magazynowej. Dla wszystkich mieszkańców chcących zabrać głos na sesji ważna wskazówka - pytania, wnioski i sugestie można zgłaszać w punkcie 3 obrad (tzw. Wolne głosy).

W oczekiwaniu na konkretne informacje, obiecana porcja polemicznych argumentów.

Kto pyta, ten wygrywa
Marcin Muth*

W grudniowym numerze „Głosu Puszczykowa“ redaktor Dariusz Urbanowicz z kiepsko ukrywaną satysfakcją obwieścił zwycięstwo inwestora, który chce postawić market przy ulicy Magazynowej. W tekście pod wszystko mówiącym tytułem „Większość jest za“ omówione zostały wyniki ankiety przeprowadzonej przez Centrum Analiz Przestrzennych i Społeczno-Ekonomicznych na zamówienie firmy Geoprojekt. Wyniki, jak należało się spodziewać, są korzystne dla zamawiającego. Większość mieszkańców odpowiedziało twierdząco na pytanie...

No właśnie, jak brzmiało ankietowe pytanie? O tym redaktor Urbanowicz nie wspomina w swoim tekście, choć znajduje w nim miejsce zarówno na omówienie szlachetnych intencji inwestora, metodologii liczenia odpowiedzi twierdzących i przeczących, jak również na wyjęcie z kontekstu kilku zdań z moich wcześniejszych artykułów oraz na wysnucie z nich wniosków, których ja nigdy bym nie wysnuł ani wysnuć bym nie chciał. Odnoszę wrażenie, że redaktor Urbanowicz potrafi być szalenie skrupulatny w kwestiach mniej istotnych, a zaskakująco nonszalancki w podawaniu faktów i argumentów istotnych dla sporu wokół inwestycji przy ulicy Magazynowej.

Otóż, może jestem staroświecki, ale dla mnie kluczową kwestią przy interpretowaniu odpowiedzi (szczególnie odpowiedzi w badaniu opinii publicznej) jest treść pytania zadawanego ankietowanym osobom. W przypadku listopadowej ankiety, jedynym źródłem medialnym podającym jego brzmienie był „Głos Puszczykowa“. Wg tej świetnie poinformowanej, szczególnie w sprawie ankiety i zamiarów inwestora, gazety miało ono dotyczyć opinii „w sprawie powstania w Puszczykowie przy ulicy Magazynowej sklepu typu Lidl“. Z kolei Burmistrz w odpowiedzi na moje pytanie podał wersję pytania proponowaną przez Urząd Miasta: „Czy jesteś za lokalizacją nowego marketu sieci dyskontowej w Puszczykowie u zbiegu ulic Poznańskiej i Magazynowej?”.

Żadna z przedstawionych publicznie wersji pytania nie odnosi się do meritum sporu. Obie pozbawione są bowiem informacji o najważniejszych argumentach przeciwników inwestycji. Takim argumentem nie było, wbrew temu, co z uporem powtarza w swoim artykule pan Urbanowicz, że większość mieszkańców nie chce inwestycji.  Podnoszony był natomiast argument, że duża grupa mieszkańców jest przeciwna inwestycji (powstały 2 listy protestacyjne z kilkuset podpisami, które, jak widać przełożyły się na jedynie 30% głosów w ankiecie). Był to jednak argument wspomagający, a nie główny.

Główne argumenty przeciwników marketu można w uproszczeniu spisać w 3 punktach. Pierwszy został sformułowany przez sąsiadów inwestycji i dotyczy uciążliwości, jaką dla nich będzie stanowić duży market z parkingiem. Można uznać ten argument za egoistyczny, ale gdy pomyśli się, że na działce obok nas też może ktoś kiedyś chcieć zbudować market, to już popatrzymy na niego inaczej. Drugi argument jest natury ekonomicznej – kolejny market dużej sieci w mieście może odebrać pracę pracownikom i zyski właścicielom mniejszych sklepów, a jednocześnie nie zapłaci podatku od zysku w mieście. Także w tym przypadku można zarzucić autorom argumentu prywatę, ale gdy się policzy, czy dla miasta korzystne jest budowanie marketów przez duże sieci czy lepiej postawić na lokalne inicjatywy handlowe, to wynik wcale nie musi być korzystny dla dużych korporacji.

Dla mnie najbardziej istotny jest jednak trzeci argument przeciw budowie marketu. To argument, który redaktor Urbanowicz zbywa jako “abstrakcyjny”, choć przełożył się on już na negatywną opinię Powiatowego Konserwatora Zabytków oraz (dwukrotnie) na także negatywną decyzję Burmistrza w sprawie lokalizacji marketu. Argument ten odwołuje się do unikatowego charakteru naszego miasta, ochrony zabytków oraz ładu przestrzennego. Otóż, to nie jest żadna abstrakcja, że Puszczykowo jest miastem wyjątkowym w skali nie tylko aglomeracji poznańskiej, ale i kraju. Na bazie letniska z początku wieku powstał tu oryginalny układ urbanistyczny w formie śródleśnej enklawy. Charakterystyczne cechy tego bezprecedensowego rozwiązania to brak zwartej zabudowy, duża ilość prywatnych i publicznych terenów zielonych oraz stosunkowo niewielka obecność dużych obiektów przemysłowych, usługowych czy handlowych. Każdy, kto nie wie, na czym to polega, może wejść na Google Maps i zobaczyć z lotu ptaka czym różni się nasza tkanka miejska od pobliskich miejscowości.

Nie jest też abstrakcją przedwojenna willa (zrujnowana, ale jeszcze do uratowania), która musiałaby zostać zburzona w celu budowy marketu. Nie jest w końcu abstrakcją idea ładu przestrzennego, z której pojęciem mają co prawda problem wszystkie polskie miasta, ale to nie powód, żeby Puszczykowo szło w pierwszym szeregu urbanistycznej ignorancji. Najprościej rzecz ujmując, ład przestrzenny przewiduje, że są miejsca przeznaczone pod taką a nie inną zabudową. Tam, gdzie ma być park, nie można budować fabryki, a tam gdzie stoją wille, nie wciska się nagle ogromnego (w stosunku do wielkości domów) marketu. W mieście, które nie ma zwartej zabudowy, nie buduje się absurdalnego rynku, który nie ma żadnego uzasadnienia historycznego ani funkcjonalnego.

W tym sporze nie chodzi zatem o ilość, ale o jakość, dlatego właśnie w listopadowym numerze “Kuriera Puszczykowskiego” pisałem, że ankieta zamówiona przez inwestora nie będzie argumentem za lub przeciw budowie, ale raczej za przeprowadzeniem poważnych konsultacji (może nawet referendum) w sprawie przyszłości Puszczykowa. Budowa marketu w miejscu do tego nieprzeznaczonym będzie kolejnym (po budowie rynku w latach 90.) precedensem, który otworzy drogę do zmiany charakteru naszego miasta. Charakteru, który sprawia, że różni się ono od wszystkich innych miast, a także (to argument dla kochających pieniądze) wpływa dodatnio na wartość działek i domów. Nie decydujemy teraz o jednej inwestycji, decydujemy o kierunku rozwoju całej miejscowości. Czy będzie on zgodny z pierwotnym rezydencjonalno-rekreacyjnym charakterem, czy też będzie prowadził do upodobnienia naszego miasta do ośrodków handlowo-przemysłowych – to jest podstawowe pytanie.

Nie wiem dlaczego redaktor Urbanowicz, który te wszystkie argumenty musi znać i rozumieć, sprowadza w swoim tekście moje wypowiedzi do dwóch wyrwanych z kontekstu fragemntów, które według niego mają pokazywać, jakobym nie szanował pracowni przeprowadzającej badania, a w szczególności profesora Waldemara Ratajczaka,  a także nie miał najwyższego mniemania o mieszkańcach Puszczykowa. Otóż, chciałbym z całą mocą podkreślić, że wypowiadałem się o tym, czy firma przeprowadzająca badania się szanuje czy nie szanuje (skąd mam to niby wiedzieć?), dowodziłem jedynie, że bierze udział w działaniu, które ma niewiele wspólnego z obiektywnym badaniem opinii, ponieważ ankietowani nie zostali poinformowani w sposób przejrzysty o argumentach przeciw inwestycji, a jednocześnie przeciwnicy inwestycji w ogóle nie zostali poinformowani o formule ankiety ani nawet (do dziś) o brzmieniu pytania.

Nie wiem jak się do tego faktu odnosi profesor Ratajczak, bo nie mam nawet pojęcia, w jakim zakresie czuwał nad ankietą i czy miał wpływ na brzmienie pytania oraz wykluczenie z udziału w jego przygotowaniu przeciwników inwestycji. Jeśli zaś chodzi o to, że napisałem, iż wielu uczestników ankiety może nie wiedzieć, o co w tej sprawie chodzi lub nawet nie mieć pewności, gdzie ulica Magazynowa się znajduje, to nie widzę w tym nic dla mieszkańców obraźliwego. To tylko stwierdzenie faktu, że duża część mieszkańców nie interesuje się tą sprawą, bo ich dotyczy w znikomym stopniu, a ulica Magazynowa to nie jest ulica Poznańska czy Dworcowa, o której istnieniu wszyscy wiedzą i potrafią je sobie postawić przed oczyma, gdy ich ktoś znienacka zapyta: co tam stawiać albo i nie stawiać. Większość mieszkańców chce kolejnego marketu w Puszczykowie (i ja to rozumiem, szanuję i nie protestuję), nie muszą jednak wiedzieć, dlaczego nie powinien on powstać przy ul. Magazynowej, bo bardzo mało się w Polsce mówi o ładzie przestrzennym i szacunku dla starych założeń urbanistycznych.

Jeszcze raz przytoczę przykład poznańskich konsultacji przeprowadzonych w sprawie przyszłych inwestycji na terenie dawnego stadionu E. Szyca przy Drodze Dębińskiej. Zorganizował je były szef redaktora Urbanowicza – prezydent Ryszard Grobelny. Każda ze stron mogła przedstawić swoje argumenty za jedną z opcji: budownictwo mieszkaniowe, obiekty handlowe lub tereny zielone. Zapytani zostali jednak tylko mieszkańcy Wildy (a nie np. Koziegłów i Junikowa) i to po wcześniejszym przedstawieniu wszystkich argumentów za i przeciw. Efekt? Mieszkańcy opowiedzieli się zdecydowanie za terenami zielonymi. Gdyby firma Geoprojekt chciała rozwiązać spór, to zorganizowałaby ankietę na równych dla wszystkich stron zasadach. Wolała jednak osiągnąć lepszy wynik niż spróbować zmierzyć się z racjonalnymi argumentami.

Jako aktywny uczestnik dyskusji, który od początku stara się przedstawiać racjonalne argumenty, jestem trochę rozczarowany, że redaktor Urbanowicz, skoro już przyjął rolę “adwokata” inwestora, nie zechciał się wypowiedzieć merytorycznie, a poprzestał na udowadnianiu, że próba mieszkańców została dobrana rzetelnie, a głosy policzone uczcziwie, że przeciwnicy stracili prawo wypowiadania się w imieniu wszystkich mieszkańców (nie pamiętam, żebym to kiedykolwiek robił) i publikacji kolorowej mapki pokazującej precyzyjnie kto jak odpowiedział, choć nie wiadomo na jakie pytanie. Dużo bardzo celnych strzałów kulą w płot, Panie Redaktorze. Niestety, nie zawsze wygrywają ci, którzy strzelają celniej, często jednak decyduje ilość wystrzelonych pocisków. Jak będzie w przypadku marketu przy ul. Magazynowej przekonamy się po decyzjach SKO w sprawie odwołania inwestora od negatywnej decyzji Burmistrza i rady miejskiej w sprawie planu zagospodarowania dla tego terenu.

*Marcin Muth - redaktor bloga Zielone Puszczykowo.