Szukaj na tym blogu

Puszczykowo

Miasto w samym środku Wielkopolskiego Parku Narodowego. Z każdej strony wjeżdża się do niego przez zielone tunele tworzące się naturalnie z parkowych drzew. Nie ma tu wieżowców (poza dwoma budynkami szpitalnymi na peryferiach), przemysłu, osiedli z wielkiej ani małej płyty. Jest mnóstwo zieleni wyrastającej z mniej lub bardziej zadbanych ogrodów, są piękne stuletnie wille oraz pensonaty pamiętające czasy zaboru pruskiego. I niemal z każdego miejsca idzie się do lasu nie dłużej niż 5 minut.

Zabytkowy dworzec w Puszczykowie. Fot. W. Kowaliński
Dzisiejsze Puszczykowo powstało z połączenia 4 miejscowości: Puszczykowa, Starego Puszczykowa, Puszczykówka i Niwki. Niektóre z tych osad powstały jeszcze w średniowieczu, ale nazwę przyjęto od najmłodszej części ulokowanej w starym korycie Warty, gdzie w XIX wieku domy letniskowe zaczęli stawiać niemieccy mieszczanie. Urok tego miejsca został bowiem odkryty w drugiej połowie XIX wieku dzięki budowie linii kolejowej Poznań-Wrocław. Przy niej powstały 2 piękne drewniane dworce, które można oglądać do dzisiaj, w jej też okolicach zaczęły wyrastać pierwsze pensjonaty i restauracje.

Willa Hellena (wygląd przedwojenny).
Dzisiejsze Puszczykowo to jednak w największym stopniu dzieło lat międzywojennych, kiedy domy i rezydencje mieli tutaj wybitni poznaniacy, choćby kardynał August Hlond czy legendarny prezydent Poznania oraz pomysłodawca targów poznańskich - Cyryl Ratajski. Na polach i łąkach, wśród pięknych lasów były wytyczane ulice i powstawały kolejne wille z ogrodami mające wspólnie tworzyć ambitne założenie miasta-ogrodu. Trzeba przyznać, że nie była to rozrywka demokratyczna i najpiękniejsze domy mogli postawić tylko najzamożniejsi w tamtym czasie mieszkańcy pobliskego Poznania, czyli przemysłowcy, kupcy, przedsiębiorcy, urzędnicy, wojskowi, profesorowie i artyści. Może jednak właśnie dlatego osiedle było budowane z dużym smakiem.

Negatywne zmiany w krajobrazie przyniosły lata powojenne, szczególnie okres od 1946 do 1989. Puszczykowo było jakby karane za swój burżuazyjny charakter i zostało na lata pozbawione sensownych inwestycji infrastrukturalnych. Takie osiągnięcia jak wodociąg, kanalizacja czy gazyfikacja pojawiły się tutaj dopiero w latach 90. Wybudowano za to kilka obiektów zupełnie nie pasujących charakterem do tego miejsca, jak np. wielkopłytowy szpital kolejowy (dziś powiatowy) czy centrum miasteczka wypełnione mniejszymi i większymi pawilonami oraz kilkoma niewielkimi blokami.

Willa "Jadwinówka" (widok przedwojenny, obecnie w ruinie)
Gorzej, że po odzyskaniu demokracji inwestycje nadal nie licują z pięknem tego miejsca. Jedną z najdziwiniejszych decyzji było zbudowanie nowego starego rynku w mieście, które prawa miejskie otrzymało w 1962 i nigdy nie tylko nie miało tradycyjnego rynku z ratuszem, ale nawet nikomu się chyba nie śniło, że mieć powinno. Niczym jest jednak dość groteskowy rynek w porównaniu z uzupełniającym go obiektem typu apartamentowiec połączony z marketem. Ale nie przeraża nawet to, gdy się pomyśli, że już planowany jest kolejny market oraz dwupasmowa droga wojewódzka.

Jeśli jeszcze nie byliście jeszcze w zielonym mieście dość spokojnie dotychczas drzemiącym pośród lasów, zachęcamy do odwiedzenia go zanim pomysłowi deweloperzy i urzędnicy zrobią z niego powiatowe Las Vegas. Poza pięknem krajobrazu, polecić możemy wiele innych atrakcji. Po pierwsze replika statku Krzysztofa Kolumba w skali 1:1 do obejrzenia w ogrodach Pracowni Arkadego Fiedlera, a zaraz przy niej Spitfire z Dywizjonu 303 oraz rzeźba z Wyspy Wielkanocnej. Po drugie pyszne lody u Kostusiaka tuż przy stacji kolejowej w Puszczykówku. Po trzecie jedyny w swoim rodzaju Urząd Miejski z wyjściem prosto do Parku Narodowego.

Dworzec w Puszczykówku, nieopodal pyszne lody Kostusiaka. Fot. W. Kowaliński
Ponadto chodząc po puszczykowskich chodnikach, warto wyobrazić sobie, że to tutaj pierwsze kroki stawiała jedna z topowych obecnie światowych modelek o wdzięcznym pseudonimie JAG. Na boiskach szkolnych talent szlifowała jej siostra - czołowa polska lekkoatletka. W kolejce po pyszne wypieki z piekarni Błaszkowiaka można usłyszeć najciekawsze polskie wokale z Małgorzatą Ostrowską na czele, a na koncertach w starym zakolu Warty zobaczyć Roberta Litzę Friedricha kontemplującego koncert Kazika Staszewskiego. Dla umysłów oślepionych blichtrem dużych akademickich ośrodków, dodamy, że przy kasie w delikatesach Arturo łatwiej spotkać profesorów wszech nauk niż na dziedzińcu Collegium Maius w Krakowie.

No i te wille tutejsze, i te ogrody. Albo te półpałace budowane chyba według wzorca przywiezionego z wakacji we Włoszech na polaroidzie. Albo jeszcze te białe kostki z łukami na wzgórzach powycinane jakby z kadrów amerykańskich seriali. No i samochody najlepszych światowych marek sunące po gazetę do kiosku pani Graboszowej albo na zabieg w świątyni spa czy partyjkę tenisa w hangarze zwanym halą. To wszystko mieści się w małym 9,5-tysięcznym miasteczku. A nie wspomniliśmy jeszcze ani słowem o niepowtarzalnym smaku nalewki wiśniowej pitej w maju o zmierzchu w świetle gwiazd stękających od nadmiaru podpałki do grilla.

6 komentarzy:

  1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  2. Tak, Polacy również stawiali piękne wille już na przełomie XIX i XX wieku, choć mieli z tym duży kłopot, bo obowiązywały surowe przepisy budowlane korzystne dla Niemców. W naszym artykule nadmieniamy jedynie, że zaczęło się wszystko od mieszczan niemieckich.

    Jeśli chodzi o okres 1946-1989, to może faktycznie zbyt surowo jest to ocenione. Może to nie była dyskryminacja, a jedynie kompletne niedopasowanie idei miasta-ogrodu do standardów socjalizmu. Wydaje mi się, że niekorzystnych zmian w Puszczykowie było w tym czasie więcej niż korzystnych, a inwestycje też były mocno niewystarczające (dopiero w latach 90. powstał wodociąg, gazociąg, kanalizacja ściekowa, została przeprowadzona telefonizacja na szeroką skalę) lub szkodliwe (absurdalna lokalizacja szpitala i jego wielkość ignorująca miejscowe przepisy budowlane, budowa bloków i pawilonów, których architektura nie pasuje do charakteru miasta). Największą szkodą była jednak dewastacja domów i ogrodów, do czego przyczyniła się mocno akcja dokwaterowywania oraz brak opieki nad zabytkowymi budynkami.

    Myślę, że drobne różnice w ocenie historii Puszczykowa mogą być punktem wyjścia do ciekawej dyskusji i wypracowania wspólnej wersji artykułu.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  5. Tę dyskusję niebawem przeniesiemy w bardziej dogodne dla czytelników miejsce i będziemy kontynuować rozpoczęte tu wątki.

    Tylko tytułem małego wyjaśnienia - sprawa kanalizacji w Puszczykowie nie dotyczyła tylko oczyszczalni ścieków, ale odprowadzania ścieków z domów w ogóle. Do lat 90. w Puszczykowie funkcjonowały szamba bardzo często usytuowane w pobliżu prywatnych ujęć wody (nie było wodociągu, każdy miał pompę w domu). Brak gazociągu czy jakiejkolwiek formy centralnego ogrzewania sprawiał, że niemal wszyscy ogrzewali domy piecami węglowymi. Wszystko to razem wzięte było bardzo dalekie od jakichkolwiek standardów ekologicznych. I nie można wszystkiego usprawiedliwić wojną i biedą.

    Co do architektury, to sam jestem fanem udanych realizacji modernistycznych (np. Okrąglak). Angażowałem się nawet delikatnie w obronę kielichów na dworcu w Katowicach (bezskutecznie, zrobiono nowy dworzec). Niestety, w Puszczykowie brak udanych realizacji z okresu 1945-89 z wyjątkiem chyba tylko LO im. Mikołaja Kopernika. Może od biedy posterunek policji przykuwa jeszcze uwagę fikuśnością. Reszta (bloki wybudowane dla milicjantów, leśników, lekarzy i pielęgniarek, szpital oraz pawilony handlowe) raczej nie przedstawiały dużej wartości estetycznej a i z funkcjonalnością miały kłopoty.

    Dokwaterowanie może i było spowodowane brakiem mieszkań i można je nawet uznać za rodzaj sprawiedliwości dziejowej, ale trzeba uznać, że dla delikatnej (przecież burżuazyjnej) architektury było to zabójcze. Większość willi została po prostu zrujnowana przez przeludnienie i brak wpływu właścicieli na to co się w nich dzieje.

    Zgadzam się, że czasy po 89 roku wcale nie są dla zabytków i willi lepsze, ale to jest po części spowodowane opłakanym stanem po 50 latach nadmiernej eksploatacji budynków.

    Tak jak wspominałem, pociągnijmy te wątki już w artykule.

    OdpowiedzUsuń
  6. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń