Szukaj w tym blogu

Ładowanie...

wtorek, 29 lipca 2014

Miejska kasa bez monitoringu

Puszczykowski rynek miał integrować mieszkańców, ale
na razie jest miejscem spotkań chuliganów. Fot. M. Muth
Krzysztof J. Kamiński*

W ostatnim czasie w internecie pojawia się coraz więcej doniesień o nocnych awanturach, hałasie, zniszczeniach czy zakłócaniu ciszy nocnej przez niezidentyfikowane grupy młodzieży [można je znaleźć na stronie miasta oraz na facebooku - przyp. red.]. Sytuacje takie mają miejsce i na rynku i na ulicy Poznańskiej, a pewno dotyczą również innych rejonów. Sprawa nie jest nowa, bo jako mieszkaniec centrum miasta sam niejednokrotnie byłem podobnych sytuacji świadkiem i ofiarą. Wielu sąsiadów i mnie dotknęły „efekty działań” młodszych czy starszych chuliganów. I w roku bieżącym i ubiegłym, i w latach wcześniejszych. Jednym zniszczono płot, innym zniszczono kwiaty, a jeszcze inni „szczęśliwcy” zbierają jedynie rano rozbite przy ich posesjach butelki. Przed czterema laty "Głos Puszczykowa" informował o takich sytuacjach sugerując, że poprzednia burmistrz sobie z problemem nie radzi. Po zmianie władzy milczy i nic nie sugeruje.

Kiedy rzecz się rozgrywa, strach wyjść na ulicę, zwrócić uwagę, nawet jeśli rzecz dzieje się pod własnym płotem. Pozostaje terroryzowanym mieszkańcom dzwonienie na policję. Tej jednak w mieście w nocy nie ma, o czym świadczy choćby miejsce akcji miejscowej łobuzerii – jak na ironię dzieje się wszystko w pobliżu lub naprzeciwko komisariatu. I od lat nikomu z władz miasta to nie przeszkadza. Widać ani burmistrza ani radnych rzecz nie dotknęła bezpośrednio. Policji w takich sytuacjach nie ma, a zanim zawiadomi ktoś o zajściach i patrol policyjny przyjedzie - chuligani znikają. 

O Straży Miejskiej nawet szkoda pisać. Ci są tylko wtedy kiedy jest bezpiecznie i nic się nie dzieje, niezawodni jeśli ktoś źle zaparkuje, ale nie gdy rzeczywiście są potrzebni. A kosztują podatników puszczykowskich rocznie ponad 500 tysięcy złotych! Każdego roku. Dodatkowo w budżecie na rok 2012 zapisano i wydano 50 tys. zł na monitoring centrum miasta. Widzieliście Państwo pozytywne efekty tego wydatku? W centrum miasta widzimy kamery, ale dziwnym trafem kamery te nie widzą  prześladującej mieszkańców i niszczącej mienie chuliganerii. Czy dokonując zakupu ktokolwiek z urzędników zaciągnął rady niezależnych fachowców (nie tych którzy sprzęt sprzedawali, bo wiadomo, że oni swój towar chwalą), którzy powiedzieliby czy to aby nie jest bezsensowne wydanie kilkudziesięciu tysięcy złotych? Czy ten monitoring w ogóle działa? Czy ktokolwiek w ogóle sprawdza zapisy? Czy w ogóle zapisy kamer są dokonywane? Nie wiadomo. Nawet jak doszło w ciągu dnia do jakiejś stłuczki na rynku, to nie można było z tego monitoringu dowiedzieć się, kto był sprawcą. Mówiąc krótko, jest to kolejny dowód na to, że w naszym urzędzie łatwo wydaje się publiczne pieniądze. Z własnej kieszeni nikt by tak źle nie zakupił.

Ale jakoś odnoszę wrażenie, że nikt się nie przejmuje ani bezpieczeństwem mieszkańców centrum miasta, ani tym czy pieniądze zostały w sposób efektywny wydane. Fakt jest taki, że wydano 50.000 zł na sprzęt z pieniędzy podatników, sprzedawcy i monterzy systemu na nim zarobili, a efektów brak. A tymczasem mieszkańcy drżą przed każdą kolejną nocą, bo nie wiadomo na kogo tym razem chuligani trafią.

*Krzysztof J. Kamiński - współzałożyciel i członek Komitetu Wyborczego Wyborców "Odświeżmy Puszczykowo", aktywny uczestnik sesji Rady Miasta i posiedzeń komisji tematycznych, wspiera mieszkańców walczących z planami budowy kilku dużych obiektów handlowych w Puszczykówku, wcześniej pomagał mieszkańcom bloku przyszpitalnego w sporze z władzami szpitala. Był także zaangażowany w pomoc mieszkańcom okolic Magazynowej sprzeciwiającym się lokalizacji marketu przy tej ulicy.

niedziela, 27 lipca 2014

Krótka historia tworzenia, czyli kopiuj/wklej.

Maciej Krzyżański*

Na najbliższej Sesji Rady Miasta Puszczykowa, która odbędzie się we wtorek, 29 lipca 2014 r. o godz. 17.00 w sali sesyjnej w budynku B Urzędu Miejskiego, ul. Podleśna 4 jednym z głównych punktów będzie omawianie i głosowanie nad „Gminnym programem opieki nad zabytkami dla miasta Puszczykowa na lata 2014 – 2017". Poprzedni dokument wygasł w 2012 roku. Może dziwić fakt, że przez dwa lata nie było w Puszczykowie programu opieki nad zabytkami. Urzędnicy motywowali to wielką liczbą procedur oraz obowiązków administracyjnych.

Willa Cyryla Ratajskiego po renowacji
Fot. M. Krzyżański
Wydawać się może, że taki program został dopracowany do ostatniego szczegółu. Jednak mimo dwuletniego obsunięcia, dokument jest zlepkiem tekstów wklejanych metodą kopiuj/wklej i jest w dużej części anachroniczny. Mimo długiego czasu procedowania jest w nim wiele błędów, a kosztował miasto 8 tysięcy złotych. Należy zdać pytanie czy dokument powstał po to, żeby rzeczywiście pomóc w opiece nad zabytkami? Czy to kolejne odklepanie obowiązku ustawowego?

Jednym ze zdań opisujących miasto Puszczykowo, które często powtarza się w poszczególnych rozdziałach brzmi: „Postępujący proces niszczenia substancji zabytkowej sprawił, że trudno jest odnaleźć ślady dawnej jego świetności” Zdanie to pisane było w latach dziewięćdziesiątych, kiedy stan większości zabytków był rzeczywiście fatalny w wyniku niedoinwestowania. Jednak przez blisko dwie dekady stan ten mocno się zmienił. Wiele prywatnych osób zafascynowanych historią naszego miasta, rozpoczęło proces remontów, który przywrócił zabytkom dawny blask. Przykładem może być willa Tomaszewskich, willa Cyryla Ratajskiego, dworzec w Puszczykowie i Puszczykówku, willa Słoneczna, Muzeum Fiedlera i wiele innych obiektów. Nie wiem dlaczego osiągnięcia te zostały kompletnie przemilczane w „Programie”?

Willa Tomaszewskich po renowacji
Fot. M. Krzyżański
Miasto Puszczykowo wyremontowało z własnych środków budynki po „starej szkole” – czyli Przedszkole nr 1, budynek „po szkole podstawowej” czyli budynek w którym do niedawna funkcjonowała Biblioteka Miejska. Budynki te zostały  rewitalizowane  jeszcze w poprzednim programie na lata 2009-2012. Jednak w nowym programie widnieją w tabeli budynków przeznaczonych do rewitalizowanaia [sic!]. Pytanie dlaczego Miasto nie uwzględniło własnych sukcesów? Dodatkowo Miasto chce przywracać charakter alei ulicy Cienistej. Czy to oznacza rozrywanie świeżo ułożonego bruku? Nie wiem! Raczej zdanie to pochodzi z lat dziewięćdziesiątych i dostało się do „Programu” na zasadzie kopiuj/wklej.

Do dokumentu dołączona jest „Gminna ewidencja zabytków”. Umieszczona jest w niej długa lista budynków zabytkowych. Moim zdaniem właściciele domów powinni być powiadomieni o wpisie na taką listę. Ludziom posiadającym zabytkowy obiekt powinna być udzielona chociaż drobna pomoc w zakresie specjalistycznym, która ułatwiłaby opiekę nad takim domem. Należy dodać, że najcenniejsze domy w Puszczykowie niszczeją, a domy o stosunkowo małej wartości architektonicznej są objęte obostrzeniami. Sugerowałbym opracowanie realnego planu ochrony nad zabytkami, który promowałby wśród inwestorów nasze najcenniejsze dziedzictwo, czyli obiekty o szczególnej wartości dla Miasta. Puszczykowo jest za małe i nie posiada funduszy, które pozwalałyby na remont wszystkich zabytków. Są jednak prywatne osoby często posiadające pasję do odnowy zabytkowych domów i przy tym posiadające fundusze. Dzięki artykułom na temat historii Puszczykowa w prasie branżowej i ponadregionalnej inwestorzy mogę zainteresować się naszym miastem. Może w ten sposób uratuje się willa Jadwinówka i wiele innych unikatowych obiektów? W Konstancinie pod Warszawą z odnowy dawnych rezydencji zrobiono całkiem niezły biznes. My przecież nie możemy być gorsi! Może warto postarać się o jakieś fundusze zewnętrzne?

Willa Słoneczna po renowacji
Fot. M. Krzyżański
Niemniej trzeba dodać, że program opieki nad zabytkami jest w Puszczykowie potrzebny, bo miasto nasze jest perłą Wielkopolski pod względem urbanistycznym i architektonicznym. Plan taki powinien być skonstruowany w sposób realny, i skierowany na rzeczywistą pomoc w uratowaniu najcenniejszego dziedzictwa. Chciałbym, żeby w „Echu Puszczykowa” ukazały się wywiady z osobami, którym udało się odnowić zabytkowe wille. Mogą one opowiedzieć o wszystkich problemach i zaletach, które wynikają z posiadania takich obiektów. Zamiast ciągle narzekać na opłakany stan zabytków, należy cieszyć się z wielu wyremontowanych  rezydencji. Miejmy nadzieję, że dobry przykład będzie promieniować.

*Maciej Krzyżański - puszczykowski radny wybrany z ramienia komitetu "Odświeżmy Puszczykowo" w tegorocznych wyborach uzupełniających.

Pełen porządek obrad najbliższej sesji:
1. Otwarcie sesji i stwierdzenie prawomocności obrad.
2. Przedstawienie porządku obrad i rozpatrzenie ewentualnych wniosków o jego zmianę.
3. Przyjęcie protokołu nr 44/14/VI z 24 czerwca 2014 r.
4. Wolne głosy.
5. Rozpatrzenie projektu uchwały w sprawie: Gminnego Programu Opieki nad Zabytkami dla Miasta Puszczykowo na lata 2014 – 2017 (druk nr 332).
6. Rozpatrzenie projektu uchwały w sprawie: zmiany Uchwały Nr 304/14/VI Rady Miasta Puszczykowa z dnia 27 maja 2014 r. w sprawie emisji obligacji komunalnych (druk nr 331).
7. Rozpatrzenie projektu uchwały w sprawie: zmiany uchwały Nr 261/13/VI Rady Miasta Puszczykowo z dnia 17 grudnia 2013 r. w sprawie uchwalenia Wieloletniej Prognozy Finansowej Miasta Puszczykowa na lata 2014-2023 (druk nr 334a).
8. Rozpatrzenie projektu uchwały w sprawie: zmiany uchwały budżetowej Miasta Puszczykowa na rok 2014 Nr 262/13/VI z dnia 17 grudnia 2013 r. (druk nr 333a).
9. Sprawozdanie z bieżącej działalności Burmistrza oraz referatów Urzędu Miejskiego.
10. Informacje Przewodniczącego Rady Miasta.
11. Interpelacje, zapytania i wnioski radnych.
12. Wolne głosy.
13. Zamknięcie sesji.

Projekty uchwał można przeczytać na stronie miasta.

piątek, 25 lipca 2014

Radni nie chcą rozmawiać z mieszkańcami o Studium

Mieszkańcy byli zaskoczeni projektem
nowego Studium. Teraz mogą być rozczatrowani
postawą radnych. 
Wczoraj poznańska "Gazeta Wyborcza" opublikowała tekst o proteście mieszkańców przeciw budowie nadmiernej ilości ekranów akustycznych wzdłuż modernizowanej linii kolejowej oraz przeciw zamknięciu przejazdu kolejowego w ciągu ul. 3 Maja. W artykule wypowiada się m.in. obecny Burmistrz, który twierdzi, że władze miasta nie mogą w tej chwili nic zrobić, bo jest za późno. Nauczeni tym doświadczeniem mieszkańcy, postanowili pilnować swoich spraw na wcześniejszych etapach działań radnych i władz miejskich. Dlatego zainteresowali się tworzonym właśnie projektem Studium uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego. Niestety, radni miejscy postanowili nie dopuścić mieszkańców do prac nad tym dokumentem. Pomimo tego, że jego przedstawiona w czerwcu wersja wywołała ogromny sprzeciw, uznali, że sami dopilnują powstawania tego dokumentu. Obyśmy za kilka lat się nie dowiedzieli, że na protesty jest za późno. Nauczmy wreszcie radnych szacunku dla głosu mieszkańców. O sprawie pisze

Krzysztof J. Kamiński*

Miesiąc temu informowaliśmy o projekcie nowego Studium uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego, które władze naszego miasta chcą uchwalić na koniec kadencji. Pisaliśmy o zagrożeniach dla mieszkańców i miasta wynikających z tego dokumentu. Relacjonowaliśmy również o liczne głosy sprzeciwu mieszkańców, którzy przybyli na czerwcową Komisję Budżetu i Rozwoju Miasta, na której omawiany był ten dokument. 

Informowaliśmy wtedy, że wśród przybyłych mieszkańców, nie było zwolenników przedstawionego projektu! Wszyscy obecni mieszkańcy byli przeciwni dokumentowi! Wynikiem tych głosów sprzeciwu i jednoznacznego zdania mieszkańców miało być powstanie specjalnej komisji złożonej z radnych, urzędników i przedstawicieli mieszkańców, aby wspólnie uzgodnić założenia do Studium. Aby wypracować taki dokument, który będzie wynikiem kompromisu, do zaakceptowania przez mieszkańców i władze miasta. 

Powołanie takiej komisji zaproponował wówczas jej Przewodniczący - radny Marek Barłóg. Przy licznie zgromadzonych, niezadowolonych mieszkańcach miasta nikt z radnych nie protestował, nikt nie mówił, że powstanie takiego ciała nie ma sensu. Na tym zakończyło się przed miesiącem omawianie projektu Studium. Uspokojeni, mogliśmy myśleć o wakacjach. W międzyczasie radny Barłóg przesłał do puszczykowskich stowarzyszeń pismo z prośbą, aby te wysunęły kandydatów do takiego ciała. Stowarzyszenia odpowiedziały pozytywnie i zgłosiły osoby do tego wspólnego zespołu.

A w ostatni  poniedziałek podczas obrad Komisji Budżetu i Rozwoju Miasta niespodzianka. Wystarczył miesiąc, aby duża część radnych zmieniła zdanie. Kiedy podczas obrad Przewodniczący Marek Barłóg zaproponował powstanie takiej komisji, okazało się, że większość radnych jest przeciwna jej powstaniu! Radni: Szafarkiewicz, Bekas, Jopek, Hetman i Dettloff opowiedzieli się przeciw.  Argumentowali, że to ciało niepotrzebne, że powołane z zaskoczenia (?!), i w ogóle ustawa o takiej komisji nie mówi. Owszem nie mówi, ale też nie mówi, że nie mogłaby powstać albo że konsultacje są zabronione. Za jej powstaniem byli tylko radni Krzyżański i Barłóg. Radna Dolska wstrzymała się od głosu.

Co jest przyczyną tego, że część radnych zmieniła zdanie? Nie wiadomo. Może fakt, że mieszkańców miasta na tym razem podczas obrad Komisji było niewielu, bo większość wypoczywa, sprawił, że część radnych odważnie i szczerze wypowiedziała swoje zdanie? Pokazali w ten sposób, że konsultacje z mieszkańcami nie są im potrzebne. Zapamiętajmy przed wyborami te nazwiska, bo za kilka miesięcy mówić będą wyborcom, jak bardzo zależy im na ich zdaniu. A teraz: otrzymali przed czterema laty mandat, to robią co chcą. Wygrali wybory, to uchwalą Studium takie jakie chcą. Mówiąc wprost, głos mieszkańców chyba nie ma dla nich znaczenia. Oni wiedzą lepiej. Mieszkańcy będą mogli się wypowiedzieć składając uwagi do Studium, które burmistrz uwzględni lub nie. Dyskusje z mieszkańcami władzom miasta szkodzą, bo skoro mieszkańcy mają odmienne zdanie, to po co z nimi dyskutować? 

Otwartą pozostaje kwestia, czy władze miasta będą chciały forsować ten niezwykle dla miasta ważny dokument pod „osłoną” wakacji. Mieszkańcy wypoczywają, a władze działają. Będą pewno chciały uchwalić dokument w wersji, która im odpowiada. Głos mieszkańców uwzględnią być może dopiero, gdy zbierzemy znowu setki podpisów i zawiadomimy media. Zamiast rozmawiać, władze wolą eskalować napięcia w naszej miejscowości. 

Niestety zaistniała sytuacja źle świadczy o stanie puszczykowskiej demokracji. Rządzący naszym miastem demokrację postrzegają chyba tylko jako akt wyborczy, a później po wyborach głos mieszkańców jest niepotrzebny.

Polecamy także wcześniejsze teksty dotyczące nowego studium:
Promujemy także wizję rozwoju Puszczykowa w harmonii z przyroda i unikatowym charakterem miasta, o czym można przeczytać w tekście Zielona modernizacja autorstwa Marcina Mutha.

*Krzysztof J. Kamiński - współzałożyciel i członek Komitetu Wyborczego Wyborców "Odświeżmy Puszczykowo", aktywny uczestnik sesji Rady Miasta i posiedzeń komisji tematycznych, wspiera mieszkańców walczących z planami budowy kilku dużych obiektów handlowych w Puszczykówku, wcześniej pomagał mieszkańcom bloku przyszpitalnego w sporze z władzami szpitala. Był także zaangażowany w pomoc mieszkańcom okolic Magazynowej sprzeciwiającym się lokalizacji marketu przy tej ulicy.

wtorek, 22 lipca 2014

Wrocławski finał rekordowej edycji Brave Kids

Prawie 100 młodych artystów, wyjątkowa mieszanka kultur i pokaz niezwykłych umiejętności. Finał 5. edycji Brave Kids w Teatrze Polskim był wspaniałą lekcją współpracy i porozumienia, której owacjom nie było końca. 

Piątkowy wieczór we wrocławskim Teatrze Polskim należał do najodważniejszych dzieci z 17 krajów świata. Finał programu Brave Kids zgromadził na jednej scenie imponującą mieszankę kultur, które udało się połączyć w jedną improwizowaną formułę – budzącą zachwyt widzów w każdym wieku.

Wspólny głos dzieci z różnych stron świata

Spektakl został przygotowany przez grupę szwedzkich artystów The Awake Projects. Jak udało im się wykorzystać energię dzieci z całego świata? Od samego początku scena rozbrzmiewała pulsującymi rytmami afrykańskich bębnów. W przygaszonym świetle reflektorów na scenę zaczęły wychodzić kolejne postacie. Deski Teatru Polskiego szybko zapełniły się dziesiątkami stóp z Europy, Azji, Bliskiego Wschodu, Ameryki Południowej i Afryki. Wtedy scena rozbrzmiała śpiewem dzieci. Wszyscy przedstawiciele tegorocznej edycji Brave Kids odezwali się jednym, silnym głosem. I nawet mimo różnic językowych, młodzi artyście rozumieli się doskonale.

- Ideą projektu Brave Kids jest nauka tolerancji, zrozumienia i współpracy bez granic – mówi Karol Gołaj, producent wykonawczy Brave Kids. – Spektakl finałowy oddał to przesłanie w stu procentach, prezentując w jednym miejscu wyjątkową mieszankę kultur i tradycji, które wzajemnie się uzupełniały.

Krótki, chóralny wstęp szybko przeszedł w dynamiczną mieszankę tańca, akrobatycznych popisów i oryginalnej choreografii. Zaskoczył odważny mariaż stylów. Zgromadzona widownia mogła posłuchać rapowanych wstawek w ludowym akompaniamencie, podziwiać umiejętności młodych tancerzy, czy przekonać się, że capoeira, to nie tylko brazylijska specjalność. Mniej więcej w połowie spektaklu prawdziwą niespodzianką okazał się występ trzech dziewczynek z Ugandy, których soulowy utwór idealnie wpasował się w dalszą część wieczoru.

- Zaprezentowaliśmy, to co dla młodych artystów unikalne, ale też zrozumiałe dla szerokiej widowni. Tego wieczoru sztuka okazała się uniwersalnym językiem, który łączy i wzbudza podobne emocje – dodaje Karol Gołaj. 

Mistrzowski popis młodych wokalistek otworzył drugą połowę przedstawienia. Zabawnym popisom nie było końca. Co chwila, małe i większe grupki artystów prezentowały charakterystyczne dla siebie formy. To tak, jakby chcieć za jednym razem pokazać wszystkie atrakcje, które towarzyszyły tegorocznej edycji programu. W pewnym momencie dzieci i ich liderzy złapali wielką, okrągłą płachtę, które podkreślała przekaz płynący ze sceny – wszyscy jesteśmy członkami jednej, międzykulturowej rodziny. To wydarzenie stanowiło wstęp do wyjątkowego finału, gdzie nie zabrakło pozytywnych emocji.

- Radość i energia dzieci przelały się na widownię, którą w dużej części stanowiły rodziny goszczące Brave Kids w tym roku i poprzednich latach. Ten projekt tworzy więzi, które mogliśmy dostrzec podczas występu finałowego – mówi Karol Gołaj. 

Na koniec młodzi artyści wypuścili w powietrze kolorowe balony – ostatnią pamiątkę ich tegorocznej obecności we Wrocławiu. Oklaskom publiczności nie było końca i nawet najmłodsi goście Teatru Polskiego z uwagą wyczekiwali bisów. Tak zakończyła się kolejna edycja Brave Kids. Programu, który udowadnia, że sztuka potrafi pokonać wszystkie granice.

Rekordowa edycja

W 5. edycji projektu wzięły udział grupy z aż 17 krajów – to rekord projektu Brave Kids. W tym roku zadebiutowała Ameryka Południowa. Z Rio de Janeiro przyjechała grupa Living Your Dream, wykonująca capoeirę. Natomiast daleką Syberię reprezentowała grupa Arktyka, przedstawiająca tradycje jakuckie. Nigdy dotąd miejsca, z których przyjechali uczestnicy Brave Kids, nie dzieliła tak wielka odległość – to ponad 15 tys. kilometrów. 

Po raz pierwszy w projekcie wzięły udział aż cztery grupy z Afryki, przedstawiające na dodatek różne tradycje i kultury tego kontynentu – byli to artyści z Maroka, Ghany, Zimbabwe oraz Ugandy. Mimo długiej i męczącej podróży Marokańczycy przylecieli do Polski w garniturach – z szacunku dla gospodarzy. 

Reprezentowane były także wszystkie największe religie świata. Wynikały z tego pewne trudności, ale tylko dla kuchni. – Chłopcy z Maroka mieli akurat ramadan i ściśle przestrzegali postu. Jedli i pili tylko w nocy – opowiada Karol Gołaj, koordynator projektu Brave Kids. – Poza tym Muzułmanie i Żydzi nie mogli jeść wieprzowiny, a Hindusi wołowiny. Pozostawał drób. Wbrew pozorom nie sprawdzały się posiłki na słodko. Były z nich zadowolone tylko polskie dzieci. 

W ramach projektu Brave Kids młodzi artyści mieszkają w domach polskich rodzin. W tym roku organizatorzy otrzymali rekordową liczbę zgłoszeń. Wiele rodzin wiąże się z projektem na dłużej. – Dzieci mieszkają z rodzinami tylko przez dwa tygodnie, ale przez ten czas powstają nieraz bardzo mocne, emocjonalne relacje – zauważa Karol Gołaj.  – W ubiegłym roku trzy rodziny odwiedziły swoich podopiecznych w Laosie, Iranie i Indiach. 

W tym roku projekt po raz pierwszych odbył się także w Wałbrzychu. Koordynowała go Magdalena Sawicka, która dwa lata temu sama gościła dzieci z Tanzanii, a w ubiegłym roku była koordynatorką rodzin we Wrocławiu. – Przebieg projektu w Wałbrzychu przeszedł moje najśmielsze oczekiwania – mówi. – Większość rodzin już zapowiada, że za rok znowu weźmie w nim udział. Zgłaszają tylko zastrzeżenia, że dzieci były u nich zdecydowanie za krótko. 

W czasie spektaklu kończącego pobyt dzieci w Wałbrzychu amfiteatr dosłownie pękał w szwach. Trudno było ściągnąć młodych artystów ze sceny, a publiczność nie chciała ich puścić. Podobnie było także w pozostałych miastach w czasie spektakli półfinałowych – widownia była wypełniona do ostatniego miejsca. – Publiczność w każdym mieście reagowała żywiołowo, ponieważ te spektakle mają zawsze mnóstwo pozytywnej energii – dodaje Karol Gołaj. – W Puszczykowie po zakończeniu przedstawienia artyści i widzowie przenieśli się na Rynek, i dalej się wspólnie bawili. 

Rekordowy finał

Spektakl finałowy po raz pierwszy odbył się na scenie Teatru Polskiego we Wrocławiu. Dlatego widownia była rekordowa – przedstawienie przygotowane wspólnie przez wszystkich uczestników projektu oglądało ponad 700 widzów. Zobaczyli radosną improwizację i mnóstwo inspirujących pomysłów. – Spektakl finałowy to kwintesencja Brave Kids – mówi Karol Gołaj. – W ramach projektu odbywają się warsztaty artystyczne, w trakcie których dzieci wymieniają się umiejętnościami i uczą współpracy mimo różnic kulturowych. Wychodzą z tego fantastyczne, kompletnie zaskakujące rzeczy. Okazuje się, że nawet jeśli ludzie pochodzą z różnych tradycji, to mogą wspólnie stworzyć coś wartościowego. 

Młodzi artyści nie mają problemów z porozumieniem, nawet jeśli brakuje im wspólnego języka. Na przykład w grupach, które przebywały we Wrocławiu, nikt nie mówił po angielsku, a mimo to między dziećmi z różnych krajów nawiązały się głębokie przyjaźnie. – Każdy mówił w swoim języku, dużo przy tym gestykulując – wspomina Karol Gołaj. – Wydaje mi się, że dzieci na całym świecie mają swój uniwersalny język, który pozostaje dla nas tajemnicą. Inna sprawa, że na przykład dzieci z Indonezji już po dwóch dniach całkiem nieźle mówiły po polsku. 

Najważniejszą płaszczyzną porozumienia była jednak sztuka. Młodzi artyści byli bardzo otwarci na nowe doświadczenia i odkrywali w sobie nowe talenty. Na przykład chłopiec z Petersburga podczas spektaklu finałowego grał w strefie perkusji razem z bębniarzami z Afryki i Indii. Radził sobie znakomicie, mimo że dopiero się tego nauczył. 

Idea projektu Brave Kids polega także na tym, by rozwijać w dzieciach, zwłaszcza pochodzących z krajów biednych i obarczonych problemami społecznymi, poczucie własnej wartości i przekonanie, że mogą wpływać na swój los. Czy to się udaje? Anju z Nepalu brała udział w dwóch pierwszych edycjach Brave Kids jako odważne dziecko. Ta odwaga zaprocentowała - w tym roku przyjechała już jako liderka nepalskiej grupy. - Taki właśnie jest cel projektu. Odważne dzieci mają stawać się liderami w swoich krajach i budować lepszą przyszłość – dodaje Karol Gołaj.

Artykuł na podstawie informacji prasowej organizatora.

piątek, 18 lipca 2014

Zaproszenie na spacer z historią plaży w tle

Kolejny ciekawy artykuł Macieja Krzyżańskiego - tym razem o puszczykowskiej plaży przy "Rusałce". Wszystkich miłośników historii Puszczykowa zapraszamy już jutro na drugie spotkanie z cyklu Spacerów po Puszczykowie z Maciejem Krzyżańskim. Spotkanie o 10:30 naprzeciw lodziarni przy stacji kolejowej Puszczykówko. Wszelkie dodatkowe informacje w Centrum EkoInfo. 

Historia kąpieliska „Rusałka” 
w przedwojennym Puszczykowie
Maciej Krzyżański*

Kąpielisko rzeczne w letniskowym Puszczykowie powstało na początku XX wieku wraz z przybyciem pierwszych wycieczkowiczów. Stacja kolejowa, która powstała w 1897 roku, usytuowana została w taki sposób, żeby droga między dworcem a plażą była jak najkrótsza. Warto przytoczyć artykuł z „Kuriera Poznańskiego”: „Upalna niedziela masowe wędrówki do Puszczykowa. W pociągach w stronę Puszczykowa panował natłok niebywały. Głównym celem wycieczkowiczów była kąpiel w Warcie”. Dla zwiększenia komfortu dla osób pędzących na plażę wybudowano tunel, który pozwalał na płynne działanie kolei.

W celu ucywilizowania kąpieliska w czerwcu 1912 roku oddano do użytku „Łazienki na Warcie”. Wybudowano niskie drewniane pawilony w których umieszczono przebieralnie dla kobiet i mężczyzn. Jednak plaża była koedukacyjna. Było to bardzo nowoczesne posunięcie, gdyż w Poznaniu jeszcze do lat trzydziestych plaże były rozdzielone ze względu na „prostą przyzwoitość”. Wstęp na plaże był płatny – można było kupić bilet jednorazowy, bądź sezonowy.

Plaże w Puszczykowie cieszyły się olbrzymią popularnością. Z tej przyczyny w latach dwudziestych zaczęto budować kompleks budynków pod nazwą „Rusałka”. Składał się z willi Rusałki, małej Rusałki, plaży znajdującej się na przeciwległej stronie Warty, gdzie wybudowano restaurację zwaną „Grzybkiem”. Restauracja zawdzięczała swoją nazwę dachowi, który był okrągły i spiczasty. Na drugi brzeg Warty ludzi dostarczały „gondole” w stylu weneckim. Plaża w sezonie letnim była iluminowana oraz ozdabiana słupami z flagami, co podobno wedle relacji zapierało dech.

Puszczykowo w latach trzydziestych opisywane było jako europejski kurort i „ulubione miejsce wycieczkowe”. Plaża w Puszczykowie urządzona w najnowocześniejszy sposób. Można było skorzystać z koszy wiklinowych, łodzi spacerowych, motorówek, kajaków, szkoły pływania, koncertów. Na Warcie został wyznaczony obszar ograniczony pomostem w którym można było bezpiecznie się kąpać. Do pomostu przycumowane były łódki.


Na plaży "Dziennik Poznański" 1928
Prasa poznańska bardzo często pisała o plażach w Puszczykowie, które cieszyły się olbrzymia popularnością. W Kurierze Poznańskim w roku 1929 w następujący sposób opisywano naszą plażę: „W ostatnie dni upalne kąpiele rzeczne cieszyły się niezwykłą frekwencją. [...] w Puszczykowie dzienna frekwencja przekraczała 3 tysiące osób. Nawiasem dodać należy, że Puszczykowo posiada plażę z doskonałym piaskiem, koncertem radiowym i koszami ”.

W roku 1937 odbyła się w Puszczykowie udana i ciekawa impreza „Rewia mód plażowych”. Jak opisywano w „Dzienniku Poznańskim”: „Na plaży Rusałka [...] Przed dwoma bez mała tysiącami widzów – plażowiczów (nie licząc tysięcy wycieczkowiczów stojących po przeciwległej stronie Warty) przesuwał się korowód pięknych i zgrabnych modelek demonstrujących szereg oryginalnych strojów kompletów plażowo-kąpielowych, renomowanej firmy [...] oraz fantazyjnych kapeluszy[...] Wybrano również miss plaży [...] Nagrodzono trzech panów najwięcej opalonych. Wielkim aplauzem przyjęto kostiumy plażowe z roku 1820. [...] Całość była filmowana, a za tym ujrzymy się na ekranie.” Nad Wartą organizowano również regularnie koncerty i zabawy z okazji nocy świętojańskiej. Święto to zwano „Wiankami”. Momentem kulminacyjnym było puszczanie wianków na Warcie wraz z pokazem sztucznych ogni. Brzegi Warty i łodzie na Warcie z okazji tej imprezy były oświetlone. Zabawa ta była filmowana przez poznańskich filmowców. W Puszczykowie mieszkali właściciele poznańskich kin, którzy w celu promocji puszczykowskich plaż, restauracji i pensjonatów puszczali filmiki przed seansami. Jednak miejsce przechowywania tych materiałów nie jest znane.
Miejsce po plaży "Rusałka"  Fot. Anna Polaszczyk

Puszczykowskie plaże były strzeżone przez świetnie wyszkolonych ratowników, którzy patrolowali Wartę motorówkami i łódkami. Ratowali wiele osób z niebezpiecznych wirów Warty. Największe niebezpieczeństwo groziło ludziom zażywających kąpieli na „dzikich plażach” poza obrębem strzeżonego kąpieliska. Ratownicy niekiedy potrafili uratować osiemnaście osób, którym groziła śmierć w wodach rzeki.

Lato roku 1939 było bardzo upalne i jak pisał „Dziennik Poznański”: „Na plażach w Puszczykowie czy jego okolicy, trudno było znaleźć choć kawałeczek wolnego miejsca. Krzaki otaczające plażę, służyły większości kąpielowiczów za garderoby”. Ostatni plażowicze zostali wygonieni z Puszczykowa 1 września 1939 roku, wraz z wybuchem II wojny światowej. Niemcy przerobili kompleks „Rusałka” na nazistowski ośrodek wypoczynkowy. Po wojnie plaża w Puszczykowie odżyła, ale w innym kształcie. 

Poszukuję zdjęć i filmów z Puszczykowa. Osoby materiały takie posiadające zachęcam do kontaktu ze mną pod numerem 508 467 405 oraz pisania na adres krzyzanskimaciej@gmail.com

*Maciej Krzyżański - puszczykowski radny wybrany z ramienia komitetu "Odświeżmy Puszczykowo" w tegorocznych wyborach uzupełniających.

czwartek, 17 lipca 2014

Wszystko, co warto wiedzieć o modernizacji PKP

Mieszkańcy wiedzą coraz więcej o modernizacji linii
kolejowej i coraz bardziej boją się jej skutków.
Fot. W. Kowaliński
16 czerwca 2014 r. - Mieszkańcy zdają sobie sprawę ze skutków modernizacji PKP

Odbywa się posiedzenie Komisji Budżetu i Rozwoju Miasta. Na spotkanie, dzięki inicjatywie radnego Macieja Krzyżańskiego, przychodzi wielu mieszkańców. Oprócz samego studium ich uwagę przykuwają informacje na temat modrnizacji linii kolejowej Poznań-Czempiń, która ma się rozpocząć lada chwila. Pojawia się postulat utrzymania przejazdu kolejowego w ciągu ulicy 3 Maja oraz rezygnacji z budowy ekranów akustycznych. 


26 czerwca 2014 r. -  Początek protestu przeciw ekranom

10 mieszkańców Puszczykowa formułuje protest przeciw dzieleniu miasta murem ekranów akustycznych oraz likwidacji przejazdu kolejowego na ul. 3 Maja. Porównują plany PKP do budowy muru berlińskiego. Dzień później na blogu ukazuje się ich apel o zbieranie podpisów podczas Dni Puszczykowa.


28 czerwca 2014 r. - Zbiórka podpisów pod apelem do burmistrza

Podczas imprezy z okazji Dni Puszczykowa organizatorzy protestu zbierają podpisy pod apelem do burmistrza w sprawie skutków modernizacji PKP.


30 czerwca 2014 r. - Burmistrz otrzymuje pismo z prośbą o spotkanie informacyjne

Burmistrz otrzymuje pismo protestujących mieszkańców razem z listą 400 podpisów mieszkańców miasta. Pismo formalnie kierują prezesi puszczykowskich stowarzyszeń: Gabriela Ozorowska (Stowarzyszenie Przyjaciół Puszczykowa), Piotr Wojnowski (Stowarzyszenie Ochrony Krajobrazu i Tradycyjnego Charakteru Puszczykowa i Mosiny) oraz przedstawiciel inicjatorów protestu - Krzysztof J. Kamiński. W apelu do burmistrz mieszkańcy proszę o spotkanie na temat planowanej modernizacji i jej skutków.


4 lipca 2014 r. - O proteście informują Teleexpress i Teleskop


7 lipca 2014 r. - Otwarte spotkanie organizatorów protestu z mieszkańcami


Spotkanie w sprawie ekranów akustycznych


8 lipca 2014 r. - Głos Wielkopolski pisze o puszczykowskim proteście


9 lipca 2014 r. - Krzysztof J. Kamiński podsumowuje postulaty protestujących

Krzysztof J. Kamiński publikuje na blogu artykuł, w którym podsumowuje postulaty mieszkańców i apeluje o konstruktywną dyskusję w celu wypracowania sposobu postępowania, który pozwoli ograniczyć szkodliwe skutki modernizacji. 


11 lipca 2014 r. - Urząd Miasta informuje o planowanym spotkaniu z mieszkańcami

Urząd Miasta informuje, że burmistrz otrzymał dokumenty z PKP i spotka się z mieszkańcami w poniedziałek 15 lipca. Na blogu pojawia się artykuł i linki do pism przesłanych przez PKP do protestujących puszczykowskich stowarzyszeń oraz list dyrektora WPN do burmistrza.


13 lipca 2014 r. - Zielone Puszczykowo publikuje plany modernizacji

Na blogu ukazuje się artykuł Marcina Mutha zawierający analizę Stefana Thiele, który dokładnie przejrzał plany modernizacji PKP i ustalił, gdzie mają powstać ekrany akustyczne. W artykule linki do planów modernizacji.


14 lipca 2014 r. - Spotkanie z burmistrzem i ustalenie dalszych działań

W końcu odbywa się spotkanie protestujących mieszkańców z władzami miasta, które potrzebowały aż 2 tygodni na zebranie materiałów. 


15 lipca 2014 r. - Zielone Puszczykowo publikuje analizy akustyczne dla inwestycji

Oprócz relacji ze spotkania w Urzędzie Miejskim na blogu ukazuje się artykuł Adama Stalińskiego analizujący pomiary, które mają uzasadniać budowę ekranów wzdłuż linii kolejowej w Puszczykowie. Okazuje się, że tworząc plan modernizacji posługiwano się starymi, bardziej rygorystycznymi normami. Obecnie obowiązują przepisy, które pozwalają na rezygnację z budowy ekranów. Artykuł zawiera także linki do opisywanych dokumentów (m.in. analizy hałasu) oraz materiały na temat kontroli NIK dotyczącej ekranów budowanych wzdłuż autostrad.


Tego samego dnia oficjalna strona miasta publikuje materiały, o które mieszkańcy poprosili w czerwcu. 

Plany modernizacji magistrali

Pojawia się także reportaż w Radiu Merkury:

Nie chcą tylu ekranów akustycznych

17 lipca 2014 r. - O proteście w Puszczykowie donosi nawet Telewizja Trwam


Informacje dnia


24 lipca 2014 r. - O proteście mieszkańców pisze na pierwszej stronie poznańska "Gazeta Wyborcza" 

Zdanie mieszkańców przedstawiają Krzysztof J. Kamiński oraz Anna i Radosław Fiedlerowie, politykę miasta w tej sprawie tłumaczy burmistrz Andrzej Balcerek.

Ekrany podzielą miasto na pół. Bunt mieszkańców

25 lipca 2014 r. - "Echo Puszczykowa" publikuje artykuł opisujący działania władz miasta w sprawie modernizacji PKP. 

Oczywiście (jak niemal zawsze w "Echu") cała wina zostaje zrzucana na poprzednią burmistrz Tabędzką, która sprawowała władzę w latach 2006-10, gdy zapadały kluczowe decyzje. Między wierszami można jednak przeczytać, że do odpowiedzialności powinni się poczuwać także burmistrz Napierała (1990-2006), za którego kadencji odbyły się słynne konsultacje społeczne w Mosinie, których prawie nikt w Puszczykowie nie zauważył, a które zaważyły na dalszym procedowaniu sprawy. Także obecny burmistrz, choć miał świadomość buntu mieszkańców przeciw likwidacji przejazdu przy ul. 3 Maja, nie działał specjalnie energicznie w tej sprawie. 

"Echo" pojawia się w internecie z opóźnieniem (na razie na stronie miasta można przeczytać tylko numer majowy i dawniejsze), zatem link zamieścimy w terminie późniejszym. 

28 lipca 2014 r. - Organizatorzy akcji protestacyjnej Krzysztof J. Kamiński i Radosław Fiedler otrzymują listy od PKP. 

Z treści listów wynika, że nie ma szans na jakiekolwiek ustępstwa ze strony PKP. 

List PKP do Radosława Fiedlera
List PKP do Krzysztofa J. Kamińskiego

29 lipca 2014 r. - Oficjalna strona miasta publikuje odpowiedzi od wojewody wielkopolskiego i Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska. 

Odpowiedzi ws. ekranów akustycznych

środa, 16 lipca 2014

Zielona modernizacja

Dom Władysława Tomaszewskiego
to jeden z przykładów zielonej
modernizacji. Fot. W. Kowaliński.
W miniony weekend do domów puszczykowian trafił nowy "Kurier Puszczykowski", w którym został opublikowany mój tekst na temat konieczności modernizacji Puszczykowa w duchu zrównoważonego rozwoju i szacunku dla zielonego charakteru i naturalnego krajobrazu naszego miasta. Dziś publikuję tekst także na blogu, ponieważ jeszcze bardziej zyskał na aktualności w obliczu rosnącego sprzeciwu wobec elementów modernizacji linii kolejowej, które mogą oszpecić miasto i utrudnić życie jego mieszkańcom. Po raz kolejny okazało się, że władze samorządowe nie stanęły na wysokości zadania i musieli je wyręczyć mieszkańcy. Tym razem mieszkańcy zwrócili uwagę na ważny problem późno, być może zbyt późno, aby skutecznie wpłynąć na kształt inwestycji. Jednak to nie zadaniem mieszkańców jest pilnowanie interesów miasta - to burmistrz i radni powinni przede wszystkim wziąć ten trud na siebie. Przecież sami się do tej pracy zgłosili. Tymczasem skala zaniedbań i zaniechań jest tak duża, że każdy z samorządowców mijającej kadencji powinien zadać sobie pytanie, czy naprawdę chce i umie pracować dla dobra publicznego. Wydarzenia ostatnich dni i lat każą w to wątpić. Zachęcam naszych drogich samorządowców do refleksji a mieszkańców zachęcam natomiast do udziału w zielonej modernizacji naszego miasta.

W czerwcu w Puszczykowie znowu miały miejsce niepokojące wydarzenia. Mieszkańcy dwukrotnie musieli zmobilizować się do działań, które w normalnych warunkach powinni wykonać ich reprezentanci - władze miejskie oraz radni. Pierwszy raz w sprawie projektu nowego studium zagospodarowania przestrzennego, drugi raz w sprawie modernizacji linii kolejowej Poznań-Czempiń. Oba wydarzenia łączą dwa elementy: nieufność wobec obecnych władz oraz postulat racjonalnej modernizacji.

Z czego wynika narastająca nieufność wobec obecnie sprawujących władzę? Głównym powodem jest ignorowanie głosu mieszkańców i zmuszanie ich do podejmowania bardzo żmudnych i czasochłonnych działań w celu zabezpieczenia swoich interesów. Towarzyszy temu nieprzyjemny ton wyższości i oskarżanie mieszkańców o blokowanie rozwoju miasta. Kompletnie ignorowany jest fakt, że to mieszkańcy są gospodarzami miasta i mają prawo zabiegać o wsparcie władz miejskich w ważnych sprawach. Podczas gdy przedstawiciele władz chcieliby zarządzać i pouczać, mieszkańcy chcą widzieć w nich partnerów do rozmowy i działania. 

Z klinczu w jakim znalazła się lokalna społeczność jest jedno proste wyjście. Musimy przestać wymagać od władz, a zacząć wymagać od siebie. Po pierwsze możemy wyłonić spośród siebie reprezentantów bardziej czułych na potrzeby współmieszkańców, po drugie możemy uważniej monitorować działania lokalnych władz i radnych. Demokracja polega na tym, że wyborcy wybierają spośród siebie ludzi, którzy mają w ich imieniu zarządzać powierzoną substancją. Nie ma podziału na oni i my, jest jeden organizm, który musi dobrze funkcjonować. 

Aby jednak skutecznie zintegrować naszą społeczność trzeba wyznaczyć wspólny cel. Cel, wokół którego skupią się zarówno biznesmeni, społecznicy, urzędnicy, starzy i nowi mieszkańcy. Celem tym jest zrównoważony rozwój Puszczykowa. Jedni nazywają go modernizacją, inni odświeżeniem czy renesansem - wszyscy zgadzają się co do jednego, że Puszczykowo musi zrobić krok naprzód. Nie można modernizować naszego miasta, nie zwracając uwagi na jego główne atuty, czyli lasy, zielone ogrody, zabytki i piękne położenie. Nie można bezrefleksyjnie zastępować łąk asfaltem, drzew murami, a trawy betonem. Z drugiej strony nie można stworzyć w Puszczykowie skansenu, w którym każdy inwestor witany jest widłami. Trzeba zrównoważyć potencjalne zystki i straty, aby przyjąć rozwiązanie optymalne dla miasta.

Proponuję zatem myśleć o rozwoju Puszczykowa w duchu zielonej modernizacji. Jeśli trzeba usprawnić transport i komunikację, to nie poszerzajmy drogi 430 kosztem lasu i ogrodów, ale stwórzmy strategię integrującą transport publiczny, prywatny, kolejowy, rowerowy, autobusowy i samochodowy. Jeśli trzeba polepszyć ofertę handlową, to wybudujmy większe sklepy na skraju miasta i sprowadźmy mniejsze sklepy do centrum zamiast budować markety między ogrodami. Jeśli trzeba poprawić estetykę miasta, to zabrońmy klejenia plakatów na wiatach przystanków i wieszania banerów na płotach i budynkach, wyrzućmy z miasta billboardy i sprzątajmy chodniki przed domami. Jeśli trzeba modernizować linię kolejową, to przypilnujmy, żeby nie wycinano bezmyślnie drzew i nie stawiano obrzydliwych ekranów, ale by zamiast tego zapewniono przejście i przejazd mieszkańcom wszystkich dzielnic Puszczykowa. Jeśli budujemy nowe obiekty sportowe, to postarajmy się racjonalnie planować ich skalę - może zamiast jednej gigantycznej hali widowiskowej za 7 mln, można stworzyć kilka różnorodnych obiektów sportowych, w tym funkcjonalną i nowoczesną salę gimnastyczną? Jeśli już mamy rynek, to może jednak wyrzućmy z niego samochody i zróbmy przyjemną przestrzeń dla kawiarni, restauracji, spotkań towarzyskich i rekreacji. Jeśli centrum jest zatkane samochodami, to poprawmy jego dostępność dla pieszych i rowerzystów, a część funkcji (np. market) spróbujmy zdywersyfikować na obrzeżach miasta.

My nie musimy wymyślać prochu, możemy iść za przykładem podobnych do naszego miasteczek z rozwiniętych krajów Europy. I nie ma co mówić, że nie ma na to pieniędzy. Skoro poszerzenie drogi wojewódzkiej ma kosztować nawet ponad 500 mln złotych, to spokojnie można te pieniądze przeznaczyć na zrównoważony transport. W Holandii i Danii ścieżki rowerowe bywają szersze od ulic dla samochodów, u nas mają czasem szerokość 1 metra. Kto jest bardziej rozwinięty - my czy oni? Największe polskie miasta wygaszają ruch samochodowy w centrum, a Puszczykowo? Robi parking na głównym placu miasta, a do tego zabiera miejsce pieszym i rowerzystom? Kto jest bardziej rozwinięty - Warszawa czy Puszczykowo? Hasło zielonej modernizacji to nie jest pusty slogan, to potrzeba czasu. I nie zrealizuje tego nikt za nas - sami musimy to zrobić. Tak jak krakowianie sami powiedzieli, że wolą metro od igrzysk, tak my powiedzmy, że chcemy modernizacji, ale nie asfaltowo-betonowej tylko nowoczesno-zielonej.