Szukaj w tym blogu

Ładowanie...

wtorek, 22 lipca 2014

Wrocławski finał rekordowej edycji Brave Kids

Prawie 100 młodych artystów, wyjątkowa mieszanka kultur i pokaz niezwykłych umiejętności. Finał 5. edycji Brave Kids w Teatrze Polskim był wspaniałą lekcją współpracy i porozumienia, której owacjom nie było końca. 

Piątkowy wieczór we wrocławskim Teatrze Polskim należał do najodważniejszych dzieci z 17 krajów świata. Finał programu Brave Kids zgromadził na jednej scenie imponującą mieszankę kultur, które udało się połączyć w jedną improwizowaną formułę – budzącą zachwyt widzów w każdym wieku.

Wspólny głos dzieci z różnych stron świata

Spektakl został przygotowany przez grupę szwedzkich artystów The Awake Projects. Jak udało im się wykorzystać energię dzieci z całego świata? Od samego początku scena rozbrzmiewała pulsującymi rytmami afrykańskich bębnów. W przygaszonym świetle reflektorów na scenę zaczęły wychodzić kolejne postacie. Deski Teatru Polskiego szybko zapełniły się dziesiątkami stóp z Europy, Azji, Bliskiego Wschodu, Ameryki Południowej i Afryki. Wtedy scena rozbrzmiała śpiewem dzieci. Wszyscy przedstawiciele tegorocznej edycji Brave Kids odezwali się jednym, silnym głosem. I nawet mimo różnic językowych, młodzi artyście rozumieli się doskonale.

- Ideą projektu Brave Kids jest nauka tolerancji, zrozumienia i współpracy bez granic – mówi Karol Gołaj, producent wykonawczy Brave Kids. – Spektakl finałowy oddał to przesłanie w stu procentach, prezentując w jednym miejscu wyjątkową mieszankę kultur i tradycji, które wzajemnie się uzupełniały.

Krótki, chóralny wstęp szybko przeszedł w dynamiczną mieszankę tańca, akrobatycznych popisów i oryginalnej choreografii. Zaskoczył odważny mariaż stylów. Zgromadzona widownia mogła posłuchać rapowanych wstawek w ludowym akompaniamencie, podziwiać umiejętności młodych tancerzy, czy przekonać się, że capoeira, to nie tylko brazylijska specjalność. Mniej więcej w połowie spektaklu prawdziwą niespodzianką okazał się występ trzech dziewczynek z Ugandy, których soulowy utwór idealnie wpasował się w dalszą część wieczoru.

- Zaprezentowaliśmy, to co dla młodych artystów unikalne, ale też zrozumiałe dla szerokiej widowni. Tego wieczoru sztuka okazała się uniwersalnym językiem, który łączy i wzbudza podobne emocje – dodaje Karol Gołaj. 

Mistrzowski popis młodych wokalistek otworzył drugą połowę przedstawienia. Zabawnym popisom nie było końca. Co chwila, małe i większe grupki artystów prezentowały charakterystyczne dla siebie formy. To tak, jakby chcieć za jednym razem pokazać wszystkie atrakcje, które towarzyszyły tegorocznej edycji programu. W pewnym momencie dzieci i ich liderzy złapali wielką, okrągłą płachtę, które podkreślała przekaz płynący ze sceny – wszyscy jesteśmy członkami jednej, międzykulturowej rodziny. To wydarzenie stanowiło wstęp do wyjątkowego finału, gdzie nie zabrakło pozytywnych emocji.

- Radość i energia dzieci przelały się na widownię, którą w dużej części stanowiły rodziny goszczące Brave Kids w tym roku i poprzednich latach. Ten projekt tworzy więzi, które mogliśmy dostrzec podczas występu finałowego – mówi Karol Gołaj. 

Na koniec młodzi artyści wypuścili w powietrze kolorowe balony – ostatnią pamiątkę ich tegorocznej obecności we Wrocławiu. Oklaskom publiczności nie było końca i nawet najmłodsi goście Teatru Polskiego z uwagą wyczekiwali bisów. Tak zakończyła się kolejna edycja Brave Kids. Programu, który udowadnia, że sztuka potrafi pokonać wszystkie granice.

Rekordowa edycja

W 5. edycji projektu wzięły udział grupy z aż 17 krajów – to rekord projektu Brave Kids. W tym roku zadebiutowała Ameryka Południowa. Z Rio de Janeiro przyjechała grupa Living Your Dream, wykonująca capoeirę. Natomiast daleką Syberię reprezentowała grupa Arktyka, przedstawiająca tradycje jakuckie. Nigdy dotąd miejsca, z których przyjechali uczestnicy Brave Kids, nie dzieliła tak wielka odległość – to ponad 15 tys. kilometrów. 

Po raz pierwszy w projekcie wzięły udział aż cztery grupy z Afryki, przedstawiające na dodatek różne tradycje i kultury tego kontynentu – byli to artyści z Maroka, Ghany, Zimbabwe oraz Ugandy. Mimo długiej i męczącej podróży Marokańczycy przylecieli do Polski w garniturach – z szacunku dla gospodarzy. 

Reprezentowane były także wszystkie największe religie świata. Wynikały z tego pewne trudności, ale tylko dla kuchni. – Chłopcy z Maroka mieli akurat ramadan i ściśle przestrzegali postu. Jedli i pili tylko w nocy – opowiada Karol Gołaj, koordynator projektu Brave Kids. – Poza tym Muzułmanie i Żydzi nie mogli jeść wieprzowiny, a Hindusi wołowiny. Pozostawał drób. Wbrew pozorom nie sprawdzały się posiłki na słodko. Były z nich zadowolone tylko polskie dzieci. 

W ramach projektu Brave Kids młodzi artyści mieszkają w domach polskich rodzin. W tym roku organizatorzy otrzymali rekordową liczbę zgłoszeń. Wiele rodzin wiąże się z projektem na dłużej. – Dzieci mieszkają z rodzinami tylko przez dwa tygodnie, ale przez ten czas powstają nieraz bardzo mocne, emocjonalne relacje – zauważa Karol Gołaj.  – W ubiegłym roku trzy rodziny odwiedziły swoich podopiecznych w Laosie, Iranie i Indiach. 

W tym roku projekt po raz pierwszych odbył się także w Wałbrzychu. Koordynowała go Magdalena Sawicka, która dwa lata temu sama gościła dzieci z Tanzanii, a w ubiegłym roku była koordynatorką rodzin we Wrocławiu. – Przebieg projektu w Wałbrzychu przeszedł moje najśmielsze oczekiwania – mówi. – Większość rodzin już zapowiada, że za rok znowu weźmie w nim udział. Zgłaszają tylko zastrzeżenia, że dzieci były u nich zdecydowanie za krótko. 

W czasie spektaklu kończącego pobyt dzieci w Wałbrzychu amfiteatr dosłownie pękał w szwach. Trudno było ściągnąć młodych artystów ze sceny, a publiczność nie chciała ich puścić. Podobnie było także w pozostałych miastach w czasie spektakli półfinałowych – widownia była wypełniona do ostatniego miejsca. – Publiczność w każdym mieście reagowała żywiołowo, ponieważ te spektakle mają zawsze mnóstwo pozytywnej energii – dodaje Karol Gołaj. – W Puszczykowie po zakończeniu przedstawienia artyści i widzowie przenieśli się na Rynek, i dalej się wspólnie bawili. 

Rekordowy finał

Spektakl finałowy po raz pierwszy odbył się na scenie Teatru Polskiego we Wrocławiu. Dlatego widownia była rekordowa – przedstawienie przygotowane wspólnie przez wszystkich uczestników projektu oglądało ponad 700 widzów. Zobaczyli radosną improwizację i mnóstwo inspirujących pomysłów. – Spektakl finałowy to kwintesencja Brave Kids – mówi Karol Gołaj. – W ramach projektu odbywają się warsztaty artystyczne, w trakcie których dzieci wymieniają się umiejętnościami i uczą współpracy mimo różnic kulturowych. Wychodzą z tego fantastyczne, kompletnie zaskakujące rzeczy. Okazuje się, że nawet jeśli ludzie pochodzą z różnych tradycji, to mogą wspólnie stworzyć coś wartościowego. 

Młodzi artyści nie mają problemów z porozumieniem, nawet jeśli brakuje im wspólnego języka. Na przykład w grupach, które przebywały we Wrocławiu, nikt nie mówił po angielsku, a mimo to między dziećmi z różnych krajów nawiązały się głębokie przyjaźnie. – Każdy mówił w swoim języku, dużo przy tym gestykulując – wspomina Karol Gołaj. – Wydaje mi się, że dzieci na całym świecie mają swój uniwersalny język, który pozostaje dla nas tajemnicą. Inna sprawa, że na przykład dzieci z Indonezji już po dwóch dniach całkiem nieźle mówiły po polsku. 

Najważniejszą płaszczyzną porozumienia była jednak sztuka. Młodzi artyści byli bardzo otwarci na nowe doświadczenia i odkrywali w sobie nowe talenty. Na przykład chłopiec z Petersburga podczas spektaklu finałowego grał w strefie perkusji razem z bębniarzami z Afryki i Indii. Radził sobie znakomicie, mimo że dopiero się tego nauczył. 

Idea projektu Brave Kids polega także na tym, by rozwijać w dzieciach, zwłaszcza pochodzących z krajów biednych i obarczonych problemami społecznymi, poczucie własnej wartości i przekonanie, że mogą wpływać na swój los. Czy to się udaje? Anju z Nepalu brała udział w dwóch pierwszych edycjach Brave Kids jako odważne dziecko. Ta odwaga zaprocentowała - w tym roku przyjechała już jako liderka nepalskiej grupy. - Taki właśnie jest cel projektu. Odważne dzieci mają stawać się liderami w swoich krajach i budować lepszą przyszłość – dodaje Karol Gołaj.

Artykuł na podstawie informacji prasowej organizatora.

piątek, 18 lipca 2014

Zaproszenie na spacer z historią plaży w tle

Kolejny ciekawy artykuł Macieja Krzyżańskiego - tym razem o puszczykowskiej plaży przy "Rusałce". Wszystkich miłośników historii Puszczykowa zapraszamy już jutro na drugie spotkanie z cyklu Spacerów po Puszczykowie z Maciejem Krzyżańskim. Spotkanie o 10:30 naprzeciw lodziarni przy stacji kolejowej Puszczykówko. Wszelkie dodatkowe informacje w Centrum EkoInfo. 

Historia kąpieliska „Rusałka” 
w przedwojennym Puszczykowie
Maciej Krzyżański*

Kąpielisko rzeczne w letniskowym Puszczykowie powstało na początku XX wieku wraz z przybyciem pierwszych wycieczkowiczów. Stacja kolejowa, która powstała w 1897 roku, usytuowana została w taki sposób, żeby droga między dworcem a plażą była jak najkrótsza. Warto przytoczyć artykuł z „Kuriera Poznańskiego”: „Upalna niedziela masowe wędrówki do Puszczykowa. W pociągach w stronę Puszczykowa panował natłok niebywały. Głównym celem wycieczkowiczów była kąpiel w Warcie”. Dla zwiększenia komfortu dla osób pędzących na plażę wybudowano tunel, który pozwalał na płynne działanie kolei.

W celu ucywilizowania kąpieliska w czerwcu 1912 roku oddano do użytku „Łazienki na Warcie”. Wybudowano niskie drewniane pawilony w których umieszczono przebieralnie dla kobiet i mężczyzn. Jednak plaża była koedukacyjna. Było to bardzo nowoczesne posunięcie, gdyż w Poznaniu jeszcze do lat trzydziestych plaże były rozdzielone ze względu na „prostą przyzwoitość”. Wstęp na plaże był płatny – można było kupić bilet jednorazowy, bądź sezonowy.

Plaże w Puszczykowie cieszyły się olbrzymią popularnością. Z tej przyczyny w latach dwudziestych zaczęto budować kompleks budynków pod nazwą „Rusałka”. Składał się z willi Rusałki, małej Rusałki, plaży znajdującej się na przeciwległej stronie Warty, gdzie wybudowano restaurację zwaną „Grzybkiem”. Restauracja zawdzięczała swoją nazwę dachowi, który był okrągły i spiczasty. Na drugi brzeg Warty ludzi dostarczały „gondole” w stylu weneckim. Plaża w sezonie letnim była iluminowana oraz ozdabiana słupami z flagami, co podobno wedle relacji zapierało dech.

Puszczykowo w latach trzydziestych opisywane było jako europejski kurort i „ulubione miejsce wycieczkowe”. Plaża w Puszczykowie urządzona w najnowocześniejszy sposób. Można było skorzystać z koszy wiklinowych, łodzi spacerowych, motorówek, kajaków, szkoły pływania, koncertów. Na Warcie został wyznaczony obszar ograniczony pomostem w którym można było bezpiecznie się kąpać. Do pomostu przycumowane były łódki.


Na plaży "Dziennik Poznański" 1928
Prasa poznańska bardzo często pisała o plażach w Puszczykowie, które cieszyły się olbrzymia popularnością. W Kurierze Poznańskim w roku 1929 w następujący sposób opisywano naszą plażę: „W ostatnie dni upalne kąpiele rzeczne cieszyły się niezwykłą frekwencją. [...] w Puszczykowie dzienna frekwencja przekraczała 3 tysiące osób. Nawiasem dodać należy, że Puszczykowo posiada plażę z doskonałym piaskiem, koncertem radiowym i koszami ”.

W roku 1937 odbyła się w Puszczykowie udana i ciekawa impreza „Rewia mód plażowych”. Jak opisywano w „Dzienniku Poznańskim”: „Na plaży Rusałka [...] Przed dwoma bez mała tysiącami widzów – plażowiczów (nie licząc tysięcy wycieczkowiczów stojących po przeciwległej stronie Warty) przesuwał się korowód pięknych i zgrabnych modelek demonstrujących szereg oryginalnych strojów kompletów plażowo-kąpielowych, renomowanej firmy [...] oraz fantazyjnych kapeluszy[...] Wybrano również miss plaży [...] Nagrodzono trzech panów najwięcej opalonych. Wielkim aplauzem przyjęto kostiumy plażowe z roku 1820. [...] Całość była filmowana, a za tym ujrzymy się na ekranie.” Nad Wartą organizowano również regularnie koncerty i zabawy z okazji nocy świętojańskiej. Święto to zwano „Wiankami”. Momentem kulminacyjnym było puszczanie wianków na Warcie wraz z pokazem sztucznych ogni. Brzegi Warty i łodzie na Warcie z okazji tej imprezy były oświetlone. Zabawa ta była filmowana przez poznańskich filmowców. W Puszczykowie mieszkali właściciele poznańskich kin, którzy w celu promocji puszczykowskich plaż, restauracji i pensjonatów puszczali filmiki przed seansami. Jednak miejsce przechowywania tych materiałów nie jest znane.
Miejsce po plaży "Rusałka"  Fot. Anna Polaszczyk

Puszczykowskie plaże były strzeżone przez świetnie wyszkolonych ratowników, którzy patrolowali Wartę motorówkami i łódkami. Ratowali wiele osób z niebezpiecznych wirów Warty. Największe niebezpieczeństwo groziło ludziom zażywających kąpieli na „dzikich plażach” poza obrębem strzeżonego kąpieliska. Ratownicy niekiedy potrafili uratować osiemnaście osób, którym groziła śmierć w wodach rzeki.

Lato roku 1939 było bardzo upalne i jak pisał „Dziennik Poznański”: „Na plażach w Puszczykowie czy jego okolicy, trudno było znaleźć choć kawałeczek wolnego miejsca. Krzaki otaczające plażę, służyły większości kąpielowiczów za garderoby”. Ostatni plażowicze zostali wygonieni z Puszczykowa 1 września 1939 roku, wraz z wybuchem II wojny światowej. Niemcy przerobili kompleks „Rusałka” na nazistowski ośrodek wypoczynkowy. Po wojnie plaża w Puszczykowie odżyła, ale w innym kształcie. 

Poszukuję zdjęć i filmów z Puszczykowa. Osoby materiały takie posiadające zachęcam do kontaktu ze mną pod numerem 508 467 405 oraz pisania na adres krzyzanskimaciej@gmail.com

*Maciej Krzyżański - puszczykowski radny wybrany z ramienia komitetu "Odświeżmy Puszczykowo" w tegorocznych wyborach uzupełniających.

czwartek, 17 lipca 2014

Wszystko, co warto wiedzieć o modernizacji PKP

Mieszkańcy wiedzą coraz więcej o modernizacji linii
kolejowej i coraz bardziej boją się jej skutków.
Fot. W. Kowaliński
16 czerwca 2014 r. - Mieszkańcy zdają sobie sprawę ze skutków modernizacji PKP

Odbywa się posiedzenie Komisji Budżetu i Rozwoju Miasta. Na spotkanie, dzięki inicjatywie radnego Macieja Krzyżańskiego, przychodzi wielu mieszkańców. Oprócz samego studium ich uwagę przykuwają informacje na temat modrnizacji linii kolejowej Poznań-Czempiń, która ma się rozpocząć lada chwila. Pojawia się postulat utrzymania przejazdu kolejowego w ciągu ulicy 3 Maja oraz rezygnacji z budowy ekranów akustycznych. 


26 czerwca 2014 r. -  Początek protestu przeciw ekranom

10 mieszkańców Puszczykowa formułuje protest przeciw dzieleniu miasta murem ekranów akustycznych oraz likwidacji przejazdu kolejowego na ul. 3 Maja. Porównują plany PKP do budowy muru berlińskiego. Dzień później na blogu ukazuje się ich apel o zbieranie podpisów podczas Dni Puszczykowa.


28 czerwca 2014 r. - Zbiórka podpisów pod apelem do burmistrza

Podczas imprezy z okazji Dni Puszczykowa organizatorzy protestu zbierają podpisy pod apelem do burmistrza w sprawie skutków modernizacji PKP.


30 czerwca 2014 r. - Burmistrz otrzymuje pismo z prośbą o spotkanie informacyjne

Burmistrz otrzymuje pismo protestujących mieszkańców razem z listą 400 podpisów mieszkańców miasta. Pismo formalnie kierują prezesi puszczykowskich stowarzyszeń: Gabriela Ozorowska (Stowarzyszenie Przyjaciół Puszczykowa), Piotr Wojnowski (Stowarzyszenie Ochrony Krajobrazu i Tradycyjnego Charakteru Puszczykowa i Mosiny) oraz przedstawiciel inicjatorów protestu - Krzysztof J. Kamiński. W apelu do burmistrz mieszkańcy proszę o spotkanie na temat planowanej modernizacji i jej skutków.


4 lipca 2014 r. - O proteście informują Teleexpress i Teleskop


7 lipca 2014 r. - Otwarte spotkanie organizatorów protestu z mieszkańcami


Spotkanie w sprawie ekranów akustycznych


8 lipca 2014 r. - Głos Wielkopolski pisze o puszczykowskim proteście


9 lipca 2014 r. - Krzysztof J. Kamiński podsumowuje postulaty protestujących

Krzysztof J. Kamiński publikuje na blogu artykuł, w którym podsumowuje postulaty mieszkańców i apeluje o konstruktywną dyskusję w celu wypracowania sposobu postępowania, który pozwoli ograniczyć szkodliwe skutki modernizacji. 


11 lipca 2014 r. - Urząd Miasta informuje o planowanym spotkaniu z mieszkańcami

Urząd Miasta informuje, że burmistrz otrzymał dokumenty z PKP i spotka się z mieszkańcami w poniedziałek 15 lipca. Na blogu pojawia się artykuł i linki do pism przesłanych przez PKP do protestujących puszczykowskich stowarzyszeń oraz list dyrektora WPN do burmistrza.


13 lipca 2014 r. - Zielone Puszczykowo publikuje plany modernizacji

Na blogu ukazuje się artykuł Marcina Mutha zawierający analizę Stefana Thiele, który dokładnie przejrzał plany modernizacji PKP i ustalił, gdzie mają powstać ekrany akustyczne. W artykule linki do planów modernizacji.


14 lipca 2014 r. - Spotkanie z burmistrzem i ustalenie dalszych działań

W końcu odbywa się spotkanie protestujących mieszkańców z władzami miasta, które potrzebowały aż 2 tygodni na zebranie materiałów. 


15 lipca 2014 r. - Zielone Puszczykowo publikuje analizy akustyczne dla inwestycji

Oprócz relacji ze spotkania w Urzędzie Miejskim na blogu ukazuje się artykuł Adama Stalińskiego analizujący pomiary, które mają uzasadniać budowę ekranów wzdłuż linii kolejowej w Puszczykowie. Okazuje się, że tworząc plan modernizacji posługiwano się starymi, bardziej rygorystycznymi normami. Obecnie obowiązują przepisy, które pozwalają na rezygnację z budowy ekranów. Artykuł zawiera także linki do opisywanych dokumentów (m.in. analizy hałasu) oraz materiały na temat kontroli NIK dotyczącej ekranów budowanych wzdłuż autostrad.


Tego samego dnia oficjalna strona miasta publikuje materiały, o które mieszkańcy poprosili w czerwcu. 

Plany modernizacji magistrali

Pojawia się także reportaż w Radiu Merkury:

Nie chcą tylu ekranów akustycznych

17 lipca 2014 r. - O proteście w Puszczykowie donosi nawet Telewizja Trwam


Informacje dnia

środa, 16 lipca 2014

Zielona modernizacja

Dom Władysława Tomaszewskiego
to jeden z przykładów zielonej
modernizacji. Fot. W. Kowaliński.
W miniony weekend do domów puszczykowian trafił nowy "Kurier Puszczykowski", w którym został opublikowany mój tekst na temat konieczności modernizacji Puszczykowa w duchu zrównoważonego rozwoju i szacunku dla zielonego charakteru i naturalnego krajobrazu naszego miasta. Dziś publikuję tekst także na blogu, ponieważ jeszcze bardziej zyskał na aktualności w obliczu rosnącego sprzeciwu wobec elementów modernizacji linii kolejowej, które mogą oszpecić miasto i utrudnić życie jego mieszkańcom. Po raz kolejny okazało się, że władze samorządowe nie stanęły na wysokości zadania i musieli je wyręczyć mieszkańcy. Tym razem mieszkańcy zwrócili uwagę na ważny problem późno, być może zbyt późno, aby skutecznie wpłynąć na kształt inwestycji. Jednak to nie zadaniem mieszkańców jest pilnowanie interesów miasta - to burmistrz i radni powinni przede wszystkim wziąć ten trud na siebie. Przecież sami się do tej pracy zgłosili. Tymczasem skala zaniedbań i zaniechań jest tak duża, że każdy z samorządowców mijającej kadencji powinien zadać sobie pytanie, czy naprawdę chce i umie pracować dla dobra publicznego. Wydarzenia ostatnich dni i lat każą w to wątpić. Zachęcam naszych drogich samorządowców do refleksji a mieszkańców zachęcam natomiast do udziału w zielonej modernizacji naszego miasta.

W czerwcu w Puszczykowie znowu miały miejsce niepokojące wydarzenia. Mieszkańcy dwukrotnie musieli zmobilizować się do działań, które w normalnych warunkach powinni wykonać ich reprezentanci - władze miejskie oraz radni. Pierwszy raz w sprawie projektu nowego studium zagospodarowania przestrzennego, drugi raz w sprawie modernizacji linii kolejowej Poznań-Czempiń. Oba wydarzenia łączą dwa elementy: nieufność wobec obecnych władz oraz postulat racjonalnej modernizacji.

Z czego wynika narastająca nieufność wobec obecnie sprawujących władzę? Głównym powodem jest ignorowanie głosu mieszkańców i zmuszanie ich do podejmowania bardzo żmudnych i czasochłonnych działań w celu zabezpieczenia swoich interesów. Towarzyszy temu nieprzyjemny ton wyższości i oskarżanie mieszkańców o blokowanie rozwoju miasta. Kompletnie ignorowany jest fakt, że to mieszkańcy są gospodarzami miasta i mają prawo zabiegać o wsparcie władz miejskich w ważnych sprawach. Podczas gdy przedstawiciele władz chcieliby zarządzać i pouczać, mieszkańcy chcą widzieć w nich partnerów do rozmowy i działania. 

Z klinczu w jakim znalazła się lokalna społeczność jest jedno proste wyjście. Musimy przestać wymagać od władz, a zacząć wymagać od siebie. Po pierwsze możemy wyłonić spośród siebie reprezentantów bardziej czułych na potrzeby współmieszkańców, po drugie możemy uważniej monitorować działania lokalnych władz i radnych. Demokracja polega na tym, że wyborcy wybierają spośród siebie ludzi, którzy mają w ich imieniu zarządzać powierzoną substancją. Nie ma podziału na oni i my, jest jeden organizm, który musi dobrze funkcjonować. 

Aby jednak skutecznie zintegrować naszą społeczność trzeba wyznaczyć wspólny cel. Cel, wokół którego skupią się zarówno biznesmeni, społecznicy, urzędnicy, starzy i nowi mieszkańcy. Celem tym jest zrównoważony rozwój Puszczykowa. Jedni nazywają go modernizacją, inni odświeżeniem czy renesansem - wszyscy zgadzają się co do jednego, że Puszczykowo musi zrobić krok naprzód. Nie można modernizować naszego miasta, nie zwracając uwagi na jego główne atuty, czyli lasy, zielone ogrody, zabytki i piękne położenie. Nie można bezrefleksyjnie zastępować łąk asfaltem, drzew murami, a trawy betonem. Z drugiej strony nie można stworzyć w Puszczykowie skansenu, w którym każdy inwestor witany jest widłami. Trzeba zrównoważyć potencjalne zystki i straty, aby przyjąć rozwiązanie optymalne dla miasta.

Proponuję zatem myśleć o rozwoju Puszczykowa w duchu zielonej modernizacji. Jeśli trzeba usprawnić transport i komunikację, to nie poszerzajmy drogi 430 kosztem lasu i ogrodów, ale stwórzmy strategię integrującą transport publiczny, prywatny, kolejowy, rowerowy, autobusowy i samochodowy. Jeśli trzeba polepszyć ofertę handlową, to wybudujmy większe sklepy na skraju miasta i sprowadźmy mniejsze sklepy do centrum zamiast budować markety między ogrodami. Jeśli trzeba poprawić estetykę miasta, to zabrońmy klejenia plakatów na wiatach przystanków i wieszania banerów na płotach i budynkach, wyrzućmy z miasta billboardy i sprzątajmy chodniki przed domami. Jeśli trzeba modernizować linię kolejową, to przypilnujmy, żeby nie wycinano bezmyślnie drzew i nie stawiano obrzydliwych ekranów, ale by zamiast tego zapewniono przejście i przejazd mieszkańcom wszystkich dzielnic Puszczykowa. Jeśli budujemy nowe obiekty sportowe, to postarajmy się racjonalnie planować ich skalę - może zamiast jednej gigantycznej hali widowiskowej za 7 mln, można stworzyć kilka różnorodnych obiektów sportowych, w tym funkcjonalną i nowoczesną salę gimnastyczną? Jeśli już mamy rynek, to może jednak wyrzućmy z niego samochody i zróbmy przyjemną przestrzeń dla kawiarni, restauracji, spotkań towarzyskich i rekreacji. Jeśli centrum jest zatkane samochodami, to poprawmy jego dostępność dla pieszych i rowerzystów, a część funkcji (np. market) spróbujmy zdywersyfikować na obrzeżach miasta.

My nie musimy wymyślać prochu, możemy iść za przykładem podobnych do naszego miasteczek z rozwiniętych krajów Europy. I nie ma co mówić, że nie ma na to pieniędzy. Skoro poszerzenie drogi wojewódzkiej ma kosztować nawet ponad 500 mln złotych, to spokojnie można te pieniądze przeznaczyć na zrównoważony transport. W Holandii i Danii ścieżki rowerowe bywają szersze od ulic dla samochodów, u nas mają czasem szerokość 1 metra. Kto jest bardziej rozwinięty - my czy oni? Największe polskie miasta wygaszają ruch samochodowy w centrum, a Puszczykowo? Robi parking na głównym placu miasta, a do tego zabiera miejsce pieszym i rowerzystom? Kto jest bardziej rozwinięty - Warszawa czy Puszczykowo? Hasło zielonej modernizacji to nie jest pusty slogan, to potrzeba czasu. I nie zrealizuje tego nikt za nas - sami musimy to zrobić. Tak jak krakowianie sami powiedzieli, że wolą metro od igrzysk, tak my powiedzmy, że chcemy modernizacji, ale nie asfaltowo-betonowej tylko nowoczesno-zielonej.

wtorek, 15 lipca 2014

Ile hałasu, ile ekranów? Nowe fakty w sprawie modernizacji PKP

Coraz więcej kontrowersji budzą plany przebudowy linii
kolejowej Poznań-Czempiń. Fot. W. Kowaliński
Otrzymaliśmy list od pana Adama Stalińskiego, który 4 lipca skierował pismo do PKP z pytaniami dotyczącymi modernizacji linii kolejowej Poznań-Wrocław, w którym zadał m.in. pytania dotyczące budowy ekranów akustycznych oraz konsultacji społecznych. Zachęcamy do zapoznania się z odpowiedzią PKP oraz dodatkowymi dokumentami przesłanymi przez pana Stalińskiego. W ich posiadaniu są także władze Puszczykowa, które otrzymały je dzisiaj podobnie jak nasza redakcja. Poniżej publikujemy komentarz odnoszący się do odpowiedzi PKP. Jak wynika z przesłanych przez PKP dokumentów, przy planowaniu inwestycji bazowano na starych normach akustycznych, a zgodnie z nowymi można by uniknąć stawiania przynajmniej części planowanych ekranów. 
Czy wszystkie ekrany są potrzebne?
Komentarz Adama Stalińskiego*

Ekrany nie są jedynym działaniem zaplanowanym, by wyciszyć nadmiar hałasu. Bezstykowe tory (ze sprężystym mocowaniem szyn do podkładów, gdzie szyna jest ułożona na elastycznej podkładce) pozwalają na obniżenie hałasu o 6 dB, regularne szlifowanie z czasem odkształcających się szyn – 3 dB, zaś wymiana taboru, która również jest prowadzona – kolejne 4 dB. Razem o 13 dB obniży się nam poziom hałasu na skutek tych tylko rozwiązań. Ekrany zaś są potrzebne do redukcji przeciętnie kilku ostatnich nadmiarowych decybeli (o czym świadczy choćby fakt, że PKP wyróżnia kategorie do 5 dB i powyżej 5 dB). Oczywiście, nie znaczy to, że obniżają one poziom hałasu o tyle, ale jedynie, że tylko do zmniejszenia takiego przekroczenia są potrzebne. A już przekroczenie normy o 1 dB wystarcza, by uzasadnić postawienie ekranu.

Warto spojrzeć na tabelę z wynikami pomiarów hałasu (zostały one przeprowadzone dla odcinka od Poznania do granicy województwa dolnośląskiego, nie tylko dla Puszczykowa). Wszystko wskazuje na to, że wartości tam podane są bez ekranów (nie wspomniano o nich, a badanie miało w końcu dopiero ustalić, czy i gdzie są potrzebne). Wartości w wersji bez modernizacji są wyższe niż obecnie, bo wówczas pogarszający się stan torów będzie powodował zwiększanie się hałasu. Dlaczego wariant po modernizacji przewiduje większe jego zmniejszenie w dzień niż w nocy (16,9 dB vs 14,2 dB) i jakie jeszcze czynniki w jakim stopniu wchodzą tu w grę poza ww. 13 dB, ciężko dokładnie ocenić, ale wspomniane jest m.in. o zmianie natężenia ruchu i prędkości pociągów (±20% daje ±1 dB) – ona ma jednak wzrosnąć, więc pozostaje kilka decybeli, w nieznany mi sposób redukowane (jeśli się po drodze czegoś nie przeoczyłem).


Wariant po modernizacji zawiera w każdym razie skontrolowanych 19 miejsc, gdzie przekroczone zostaną nocne normy hałasu (licząc dla strefy zamieszkałej jednorodzinnej) wg limitów obowiązujących w momencie opracowywania planów kilka lat temu (w jednym o 0,3 dB). Tyle że 23.10.2012 dopuszczalne limity hałasu zostały podniesione. Dla terenów zabudowy mieszkaniowej jednorodzinnej wartości te zwiększyły się o 6 dB (50→56 dB w nocy i 55→61 dB w dzień). Spowodowało to, że spośród 19 ww. punktów, 9 zaczęło się mieścić w granicach norm. To oznacza, że w prawie połowie miejsc, gdzie ekrany były potrzebne wg dawnych zasad, obecnie są one już bezzasadne (wg norm dla strefy zamieszkałej jednorodzinnej). Pomiary były wykonane w latach 2007-2008. Przesłane wczoraj przez PKP mapy zawierają datę 10.08.2009, co oznacza, że kolej wciąż korzysta z opracowań wykonanych, gdy obowiązywały bardziej rygorystyczne przepisy. Jeśli po 23.10.2012 nie rewidowano lokalizacji ekranów (a wszystko na to wskazuje, zresztą NIK wykazał w raporcie, że w przypadku dróg samochodowych również było to plagą), ich plany zawierają mnóstwo miejsc, gdzie nie powinny one powstać. NIK nazywa to wprost niegospodarnością. Jest to przestępstwo regulowane przez art. 296. Kodeksu Karnego (KK). W przypadku dokumentów złożonych po 23.10.2012 zastosować można zaś art. 297. § 1. KK (przedkładanie nierzetelnego dokumentu w celu uzyskania dotacji z pieniędzy publicznych). Jeżeli zaś doszło w tym miejscu do przestępstwa zaniedbania, zwłaszcza że istnieje groźba niegospodarności, to na mocy art. 156. § 1. Kodeksu Postępowania Administracyjnego należy unieważnić wydane w oparciu o te dokumenty decyzje o budowie ekranów. Do tego jeszcze dochodzą informacje z raportu NIK o niedoskonałościach stosowanej metody szacowania potrzeb ochrony akustycznej, która spowodowała ich zawyżanie dla dróg samochodowych (prognozy oparto na wzroście PKB, który jest niższy od zakładanego).


Dlatego w związku z powyższymi faktami (zmianami norm hałasu 23.10.2012 oraz doniesieniami NIK o niedoskonałej metodzie pomiaru, w połączeniu faktem, iż ekrany już wg dawnych analiz były potrzebne tylko do niewielkiej redukcji), sugeruję, by zawnioskować o powtórzenie analiz i zrewidowanie zasadności stawiania ekranów. A rację bytu straciły na pewno wszystkie, które miały przed 23.10.2012 wyciszać przekroczenia limitów o mniej niż 6 dB, bo właśnie o tyle normy zostały wówczas podniesione (zarówno w dzień, jak i w nocy). W Puszczykowie takie miejsca też są.

Zachęcamy też do zapoznania się z raportem NIK na temat ekranów akustycznych, przepisami prawnymi odnoszącymi się do wskazywanych przez NIK nieprawidłowości:

*mgr Adam Staliński - doktorant Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu, Katedra Konkurencyjności Międzynarodowej, Wydział Gospodarki Międzynarodowej. 

Ustalenia po spotkaniu z burmistrzem

Spotkanie mieszkańców z władzami miasta przebiegło
w wyjątkowo konstruktywnej atmosferze. Fot. M. Krzyżańki
Mieszkańcy protestujący przeciw budowie ekranów akustycznych, niepotrzebnej wycince drzew i likwidacji przejazdu w ciągu ul. 3 Maja w związku z modernizacją linii kolejowej Poznań-Wrocław, spotkali się wczoraj z burmistrzem miasta. Spotkanie przebiegało w bardzo konstruktywnej atmosferze i mimo napiętej sytuacji udało się ustalić dalsze kroki. 

Jak relacjonuje inicjatorka protestu Anna Schmidt-Fiedler postanowiono, że:
  • władze miasta będą wspierać mieszkańców w dążeniach do ograniczenia budowy ekranów i wycinki drzew, a występując do instytucji zaanagażowanych w sprawę (RDOŚ, PKP itd.) beda się powoływac na nacisk opinii publicznej, 
  • UM wystąpi do RDOŚ z  pytaniem o rewizję słusznosci rozmieszczenia ekranów, np. wzdłuż kościoła, metodologię badań pomiaru hałasu, m.in. czy one były robione na starych torach i jak wygląda montaż ekranów w świetle obniżonych norm dot hałasu - pismo ma zostać wysłane dzisiaj, 
  • UM napisze również do PKP z wnioskiem o wizualizację planowanych zmian,
  • UM sformułuje również pismo do wojewody z informacją, że w samym Puszczykowie nie odbyły się konsultacje społeczne dotyczące modernizacji [w 2005 roku były konsultacje w Mosinie, o których informacja nie dotarła do większości zainteresowanych mieszkańców].
  • równolegle ma zostać przygotowana interpelacja poselska  Arkadego Fiedlera i Marka Niedbały do Ministra Infrastrukturyw sprawie utrzymania przejazdu na ul. 3 Maja.
Z powyższych ustaleń wynika, że w sprawie walki z negatywnymi skutkami modernizacji linii kolejowej udało się zbudować porozumienie ponad podziałami. Lokalni politycy dogadali się z protestującymi mieszkańcami i zaplanowali wspólne działania. Bardzo nas to cieszy, bo chyba po raz pierwszy w historii bloga obserwujemy taką sytuację. Mamy nadzieję, że uda się uzyskać ustępstwa ze strony PKP. 

Jeszcze dziś opublikujemy kolejne materiały na temat modernizacji PKP. Zainteresowanych zapraszamy wieczorem na bloga. 

niedziela, 13 lipca 2014

Gdzie powstaną ekrany?

Już niebawem rozpoczną się pracę na puszczykowskim
odcinku linii kolejowej Poznań-Czempiń.
Fot. M. Krzyżański
Marcin Muth*

W ostatnich tygodniach w Puszczykowie toczy się gorąca dyskusja na temat budowy ekranów akustycznych wzdłuż linii kolejowej Poznań-Wrocław. Pod naciskiem mieszkańców burmistrz poprosił PKP o plany modernizacji, które w minionym tygodniu otrzymał. Jutro o godz. 17.00 ma się odbyć spotkanie w Urzędzie Miasta, na którym mieszkańcy otrzymają pełną informację. 

Ja już dzisiaj otrzymałem plany modernizacji, które przesłał współpracownik bloga - pan Stefan Thiele ze Stowarzyszenia Ochrony Krajobrazu i Tradycyjnego Charakteru Puszczykowa i Mosiny. Pan Thiele napisał też krótki komentarz, który może rozjaśnić obraz tym, którzy mają trudności z oglądaniem i interpretowaniem skomplikowanych rysunków:

Na projektach widać, w których miejscach będą budowane ekrany akustyczne i jakiego rodzaju one będą. Dokumenty pochodzą z dokumentacji projektowej dostępnej publicznie od jesieni 2011 roku. Były one także części dokumentacji przetargowej i dzisiaj określają zakres robót w ramach kontraktu z FCC.

Z tych dokumentów wynika między innym, że przy dworcu Puszczykowo nie będzie żadnych ekranów, tylko podwyższony peron odgrodzony zwykłym płotem od budynku dworca. Także w Puszczykówku wygląda to trochę inaczej niż na fotomontażu przedstawionym na blogu [chodzi o fotomontaż przygotowany przez mieszkańców zaniepokojonych planowanym remontem, który opublikowaliśmy kilka dni temu]. Wzdłuż posesji kościoła nie będzie żadnego ekranu i za posesją kościoła w kierunku północnym ekran będzie, ale przy granicy posesji po wschodniej stronie, a nie przy peronie. Przez to nie będzie już dostępu do dworca od ulicy Reymonta, co znacząco utrudnia dostęp do dworca mieszkańcom tej ulicy, a także mieszkańcom ulicy Słowackiego oraz Fiedlera. Tutaj w mojej opinii można walczyć skutecznie o zmianę, szukając rozwiązanie nie wymagające zmiany pozwolenia na budowę oraz kontraktu z wykonawcą. [W jednym z wydań "Echa Puszczykowa" wiceburmistrz informował, że udało się takie przejście zabezpieczyć]

Przy peronach dworca Puszczykówko także będą tylko zwykłe płoty. Perony będą podwyższone. Ten po stronie budynku dworcowego będzie węższy, bo przy budynku dworca oraz poczekalni musi zostać pas terenu na dotychczasowym poziomie. Część peronów będzie zadaszona. Do budynku dworcowego, a także poczekalni będą schody w dół. 

Od ulicy dworcowej na południe po wschodniej strony torów będzie jednolity ciąg ekranów aż do granicy Puszczykowa z Mosiną. Przez to zniknie nie tylko przejście przy ulicy 3 Maja, ale także przejście dla pieszych w ciągu ulicy Kosynierów Miłosławskich. Na to rozwiązanie zgodziła się w 2009 roku pani burmistrz Ornoch-Tabędzka. Obecnie trzeba walczyć o to, aby w ramach odrębnej inwestycji przejścia te zostaną przywrócone. Ze względu na wcześniejsze ustalenia, Puszczykowo pewnie będzie musiało zaangażować się tam finansowo.

Wszystkie plany i dokumenty do pobrania tutaj.

Jak już wcześniej pisaliśmy nie będzie łatwo wpłynąć na kształt inwestycji. Decyzje zostały podjęte wcześniej, mieszkańcy mieli okazję się wypowiedzieć w 2009 roku podczas konsultacji w Mosinie. Pewnie gdyby istniał wtedy blog Zielone Puszczykowo, to byśmy tej sprawy wtedy nie przegapili. Jest mi szczególnie przykro, bo od kilku lat próbowałem zainteresować wiele osób sprawą modernizacji linii kolejowej i jej skutków dla naszego miasta. 

Niestety, tylko w przypadku kilku osób udało mi się coś wskórać - pewnie zabrakło mi czasu i determinacji, aby dotrzeć do kogoś, kto mógł sprawą zająć się dynamiczniej. Radny Maciej Krzyżański próbował zainteresować sprawą Komisję Budżetu i Rozwoju Miasta, a Stowarzyszenie Przyjaciół Puszczykowa Radę Miasta i Burmistrzów. Jedynym skutkiem była obietnica wiceburmistrza, który obiecał zająć się sprawą. Tak się zajął, że pod koniec czerwca, tuż przed rozpoczęciem remontu, przerażeni i nieświadomi planowanych zmian mieszkańcy wszczęli energiczny protest. 

Niepokojące jest to, że puszczykowscy samorządowcy w ostatnich latach tak bardzo zlekceważyli jedną z najważniejszych inwestycji na terenie miasta. Równie mocno niepokoi, że Burmistrz potrzebował ponad tygodnia, aby zgromadzić dokumentację dotyczącą modernizacji. Nie miał jej wcześniej? Nikt w Urzędzie nie potrafił wskazać źródła, które znalazł pan Stefan Thiele? Może następnym razem mieszkańcy od razu powinni pójść do pana Thiele?

Na pewno zawiodły mechanizmy konsultacji społecznych, na pewno władze miasta nie wykazały się wyczuciem sytuacji i nie były przygotowane do rozmowy z mieszkańcami, choć same powinny podjąć działania w kierunku dopasowania skali inwestycji do potrzeb miasta. W tej chwili jedyne, co można zrobić, to starać się wpłynąć na racjonalizację całej inwestycji pod kątem zminimalizowania strat w krajobrazie. Najważniejsze problemy wymienił Krzysztof J. Kamiński w tekście Puszczykowianie w sprawie przebudowy linii kolejowej. 

Dużym wyzwaniem będzie oswojenie nowej infrastruktury - trzeba zadbać o nowe przejścia dla ludzi mieszkających w okolicach likwidowanych przejść oraz o odpowiednie obsadzenie ekranów i innych konstrukcji zielenią. Na pewno też sprawa modernizacji linii kolejowej nauczy nas wszystkich większej staranności w dbaniu o interes naszej miejscowości i komfort życia nas wszystkich. 


*Marcin Muth - założyciel i redaktor prowadzący bloga "Zielone Puszczykowo".