Szukaj w tym blogu

Ładowanie...

piątek, 19 września 2014

Mieszkanka zatroskana o los miasta pisze

Dziś trochę humoru i wspomnień. Publikujemy list jednej z naszych czytelniczek, która przypomina archiwalną rozmowę przeprowadzoną przez red. D. Urbanowicza z dzisiejszym burmistrzem A. Balcerkiem, publikowaną na łamach "Głosu Puszczykowa". Autorka prosiła o zachowanie anonimowości. 

Wróciła normalność?
Zatroskana o los miasta mieszkanka*

Jako stała czytelniczka Zielonego Puszczykowa zastanawiam się, dlaczego nie publikujecie Państwo archiwalnych artykułów redaktora Urbanowicza, albo starych wypowiedzi osób, które dziś rządzą naszym miastem, a cztery lata temu byli w opozycji. Dziwię się bo to niewyczerpane źródło tekstów pouczających i humorystycznych równocześnie. Przypomnieć chciałabym obszerną część wywiadu jakiego udzielił radny Andrzej Balcerek w 2010 roku – wtedy jeszcze kandydat na burmistrza… z moim komentarzem.

Sprawię, że do Puszczykowa wróci normalność

red. Urbanowicz pytał: Zdecydował się Pan kandydować na burmistrza Puszczykowa, dlaczego?

Andrzej Balcerek: Przez ostatnie cztery lata, jako radny byłem świadkiem rządów M.Ornoch-Tabędzkiej choć nie wiem, czy słowo „rządów” jest odpowiednie. To był raczej chaos połączony z arogancją. Liczyły się tylko pomysły Pani Burmistrz i wspierających ją radnych. Opozycja nie miała szans na realizację żadnego pomysłu. Od dłuższego czasu chodziła za mną myśl, że coś z tym trzeba zrobić.

Komentarz: Gdyby zamienić nazwisko burmistrz na A.Balcerek, cytatu takiego mógł by użyć każdy, kto dziś krytykuje obecne władze Puszczykowa. Sytuacja jak ulał pasuje do tego co dzieje się obecnie.

red. Urbanowicz pyta: Burmistrzowanie nie jest prostym zadaniem, nie boi się Pan?

Andrzej Balcerek: Nie ma mowy o strachu (…) trzeba działać. Nie chcę siedzieć w fotelu i pytać co moje miasto zrobiło dla mnie, wolę znaleźć odpowiedź na pytanie, co ja mogę zrobić dla mojego miasta.

Komentarz: Czytałam dwa razy, bo nie wierzyłam oczom. Parafraza słów Kennedy’ego godna jest nie kandydata na burmistrza, ale kandydata na fotel prezydenta USA! A. Balcerek na prezydenta?

red. Urbanowicz: To co może Pan zrobić dla Puszczykowa?

Andrzej Balcerek: Obietnice składane ludziom traktuję jak zobowiązanie (…). Po czterech latach niefrasobliwej gospodarki finansowej obecnej władzy stan kasy jest zatrważający (…) dzieci ze Starego Puszczykowa do szkoły muszą chodzić nieutwardzonym i ciemnym duktem.

Komentarz: Proponuję redakcji przyjrzeć się obietnicom wyborczym sprzed czterech lat kandydata Balcerka. To dopiero materiał. A co do nieutwardzonego i ciemnego duktu miedzy Starym Puszyczkowem a szkołą– nie mieszkam w tym rejonie. Rozmawiałam z kolegą i on twierdzi, że nic się w tym rejonie nie zmieniło. Hmmm, a jedno zdanie wcześniej mówił P. Balcerek, że obietnice to zobowiązanie…

Red. Urbanowicz: Na zaspokajanie potrzeb (mieszkańców) potrzebne są pieniądze.

A.Balcerek: Budżet jest napięty do granic możliwości, ale nie może być inaczej, jeśli M.Ornoch-Tabędzka jako jedyne lekarstwo na deficyt widzi kolejne kredyty (…)

Komentarz: Oj, chyba obecny burmistrz poszedł w ślady poprzedniczki. Wróble ćwierkają, że aby spłacić jeden kredyt, miasto wypuszcza obligacje, czyli niewielka różnica. Deficyt na początku roku miał wynieść ponad milion złotych, a teraz wynosi już ponad 4 miliony. Wtedy deficyt był zły (bo spowodowany przez konkurentkę), a teraz jest dobry. Polityka.

Red. Urbanowicz: Normalność to słowo, które dominuje w Waszym programie

A.Balcerek: Chyba każdy człowiek chce mieszkać w normalnym mieście. Takim gdzie publicznie dane słowo jest dotrzymywane. Gdzie Rada Miasta jest platformą ścierania się różnych poglądów, a nie forum jednego ugrupowania forsującego swoje rozwiązania na siłę. Gdzie rozmowa z mieszkańcami polega na wsłuchiwaniu się w to, co druga strona ma do powiedzenia. Jak bowiem traktować poważnie konsultacje, które sprowadzają się do oznajmiania prawd objawionych, a odmienne poglądy są w najlepszym stopniu ignorowane? (…)

Komentarz: Tu komentarz byłby zbędny. Ale warto przeczytać dokładnie. Rządzącym przypominam „wsłuchiwanie się” w głos mieszkańców okolic Dworcowej, którym na siłę chciano wpakować markety między domy, albo sprawę Studium. Znam ten „dialog” z mieszkańcami z wiarygodnych relacji . Słyszałam również o jednej z radnych, która nie ignoruje odmiennych poglądów, ale kwituje je pukaniem się w głowę. To jest ta normalność?

Red. Urbanowicz: Jak chce Pan przekonać mieszkańców, że będzie inaczej niż za rządów burmistrz Ornoch-Tabędzkiej. Ona też obiecywała, że będzie pięknie.

A.Balcerek: Nie jesteśmy ludźmi znikąd. Nasza dotychczasowa praca społeczna i dokonania są dowodem, że nie rzucamy słów na wiatr. My nie jesteśmy „obiecywaczami”, którzy powiedzą wszystko, żeby tylko zdobyć głosy wyborców. (…)

Komentarz: Święte słowa. To nie ludzie znikąd nami rządzą. Sparafrazuję klasyka: „nasi ci oni są. Puszczykowscy”. Słów na wiatr też nie rzucają. Nie obiecywali przecież, że marketów między domami w mieście nie będzie. Nie obiecywali, że deweloperki nie wpuszczą. Nie obiecywali, że nie będą chcieli zrobić z naszego miasta drugiego Lubonia. Nie obiecywali, że jednych długów, nie będą spłacać innymi. Skoro nie obiecywali, to znaczy, że normalnie słowa dotrzymują.

*Personalia do wiadomości redakcji

środa, 17 września 2014

Puszczykowo zasługuje na nowoczesną komunikację publiczną!

Krzysztof J. Kamiński*

Komunikacja publiczna to jedno z głównych zadań każdej gminy, każdego miasta. Bez tego trudno wyobrazić sobie nowoczesne miasto. Sprawna komunikacja publiczna w Puszczykowie jest jedną z wielu spraw do rozwiązania. Od lat istnieje problem z dojazdem do naszego miasta z Poznania (i do Poznania) w godzinach nocnych. Szczególnie kłopotliwy jest brak dojazdu z Poznania, gdyż po godzinie 23.15 komunikacją publiczną się nie dojedzie. O tej samej godzinie odjeżdża ostatni pociąg z Dworca Głównego i ostatni autobus z Dębca. Po tej godzinie nasze miasto staje się miastem „zamkniętym”. Zdani jesteśmy wtedy już tylko na transport własny lub taksówkę.

W programie wyborczym sprzed 4 lat zaprezentowanym przez obecnie rządzącą miastem ekipę burmistrza Balcerka, znalazło się zapewnienie mówiące o wprowadzeniu komunikacji nocnej w weekendy. To jedna z wielu niezrealizowanych obietnic wyborczych.

Kiedy Puszczykowo będzie mieć normalną
komunikację publiczną? Fot. M. Krzyżański
Na skutek tego stanu rzeczy cierpi nie tylko młodzież, która szczególnie w weekendy nie może w późniejszych godzinach dojechać z klubów, kin czy prywatek do Puszczykowa, ale również wszyscy, którzy chcieliby wypić kilka lampek wina, zjeść kolację i wrócić trochę później w miarę tanio do domów. Niestety to jest niemożliwe. Co gorsza okoliczność ta utrudnia życie wszystkim, którzy albo nie mają własnego samochodu, albo chcieliby korzystając z komunikacji publicznej wrócić z popołudniowej zmiany po pracy do domu. Dla nich to prawdziwy kłopot. Z kolacji czy kina w Poznaniu da się zrezygnować, ale z pracy już trudniej. Być może po modernizacji linii kolejowej sprawa ta zostanie lepiej rozwiązana, ale aby tak się stało, należy już dziś o tym myśleć, działać.

Tę kwestię należy koniecznie rozwiązać! Na jej rozwiązanie nie możemy czekać kolejnych 4 lat. Jeśli miasto stać na postawienie kolejnej hali za 10 milionów, to stać być musi również na rozwiązanie takiej pilnej sprawy. Z tym samym problemem borykają się mieszkańcy Mosiny i Lubonia. Oni również skarżą się na ten sam, od lat nierozwiązany problem. W tej sprawie na początku lipca zorganizowaliśmy spotkanie grupy społeczników z Lubonia i Mosiny. Wspólnie ustaliliśmy, że temat ten należy koniecznie włączyć do programów wyborczych we wszystkich miastach. Wspólne działanie ułatwi załatwienie tego problemu i dodatkowo obniży koszt obsługi nocnej linii autobusowej. Dlatego w Puszczykowie Komitet Wyborczy „Odświeżmy Puszczykowo” tę sprawę włączy do swojego programu wyborczego. My tę sprawę załatwimy!

Inny komunikacyjny problem to skomunikowanie tych rejonów miasta, do których dziś autobus nie dojeżdża, albo dojeżdża sporadycznie. Tak jest na przykład w Puszczykowie Starym. W czasie rozmów z mieszkańcami tego rejonu miasta, ten problem pojawia się często. Szczególnie poruszają go osoby starsze, albo nieposiadające samochodu (szczególnie zimą nie mogą dokonać zakupów i łatwo dotrzeć do lekarza) oraz rodzice dzieci i młodzieży szkolnej. Za chwilę problem ten dotknie szczególnie dotkliwie, mieszkańców rejonu ul. Jastrzębiej/Kochanowskiego, którzy zostaną odcięci od reszty miasta ekranem akustycznym. Już dziś trzeba myśleć jak ułatwić życie tym mieszkańcom. Posiadający samochody jakoś sobie poradzą, ale osoby starsze lub dzieci i młodzież szkolna – niekoniecznie. Dlatego sprawa ta musi stać się jednym z priorytetów dla władz miasta przyszłej kadencji.

I na koniec nierozwiązany od lat problem, który problemem być nie powinien. Rozkład jazdy. Każdy kto korzysta z autobusów Ekorondo czy Translub wie, że autobusy te jeżdżą niemal w tym samym czasie. Czasami w odstępie kilkunastu minut jadą autobusy obu linii, a później następuje przerwa godzinna lub dłuższa, kiedy nie jedzie autobus żadnej linii. Dlaczego władze miejskie, które wydają gigantyczne pieniądze na dofinansowanie autobusów nie potrafią tego uregulować? Tego nie wie nikt. Może nikt z władz miasta z komunikacji publicznej nie korzysta i problem ten jest im nieznany. Dlatego w działaniach o nowoczesne miasto Komitet Wyborczy „Odświeżmy Puszczykowo” sprawę komunikacji publicznej włączy do swojego programu wyborczego. My tę sprawę rozwiążemy!

*Krzysztof J. Kamiński - Kandydat na burmistrza z  KWW Krzysztofa J.Kamińskiego "Odświeżmy Puszczykowo". Przedsiębiorca, historyk, pod koniec lat 80. działacz Niezależnego Związku Studentów, na początku lat 90. pracował dla Ministerstwa Rolnictwa i Banku Światowego, w późniejszych latach dyrektor i prezes prywatnych przedsiębiorstw. W Puszczykowie mieszka od 1998 roku, jest właścicielem zabytkowego domu przy ul. Poznańskiej. Od kilku lat aktywnie wspiera mieszkańców z różnych części miasta walczących o swoje interesy z władzami miasta. Współpracuje z lokalnymi mediami i stowarzyszeniami. W 2014 roku wydał mapę z atrakcjami turystycznymi Puszczykowa i okolic. Bezpartyjny i otwarty na współpracę ze wszystkimi mieszkańcami. Współzałożyciel komitetu wyborczego "Odświeżmy Puszczykowo", który wystawił Maciej Krzyżańskiego do Rady Miasta w wyborach uzupełniających 2014 roku.

wtorek, 16 września 2014

Kiełbasa sportowo-widowiskowa

Bogna Urbaniak-Wichniewicz*

Na początku września (02.09.br.) odbyło się spotkanie trzech Komisji: Budżetu i Rozwoju Miasta, Edukacji, Kultury i Sportu oraz Spraw Społecznych w sprawie koncepcji hali sportowo-widowiskowej. Było to bardzo ważne spotkanie i zarazem bardzo tajne. Na stronie internetowej miasta niemożliwym było znalezienie informacji o zebraniu komisji, w związku z tym pojawiło się na nim niewielu mieszkańców. W trakcie posiedzenia radnym przedstawiono trzy propozycje hali z pełnowymiarowym boiskiem, możliwością pomieszczenia na trybunach 300 osób, salą do fitnessu i siłownią, salą konferencyjną oraz kawiarnią.

W pierwszym wariancie hala miałaby powstać od strony ul. Wysokiej na terenie obecnego boiska szkolnego Szkoły Podstawowej nr 1. Powierzchnia zabudowy byłaby najmniejsza i wynosiłaby 2433 m2. Hala połączona byłaby z obu szkołami szklanym łącznikiem. Położona w tym miejscu mogłaby być wizytówką miasta oraz wykorzystane zostałyby istniejące parkingi przy SP1 i Gimnazjum nr 1. Zaletą takiego rozwiązania jest także pozostawienie boiska sportowego z bieżnią użytkowanego przez obydwie szkoły.

Druga propozycja to dobudowanie hali do istniejącej sali gimnastycznej. Tutaj obawy projektantów
wzbudza stan techniczny istniejącej sali oraz jakość fundamentów i wiążące się z tym zagrożenie uszkodzenia budynku oraz wyższe koszty budowy. Ta propozycja zajmuje najwięcej miejsca i zabiera cześć boiska sportowego. Ponadto posiada bardzo rozbudowane ciągi komunikacyjne.

Wstępna koncepcja hali widowiskowo-sportowej.
Ostatni projekt to wybudowanie hali sportowo-widowiskowej na miejscu obecnej sali gimnastycznej, która zostałaby wyburzona. Do tej propozycji uwagi zgłosił dyrektor gimnazjum, ponieważ umiejscowienie łącznika zabrałoby świeżo wyremontowaną salę informatyczną (a wiemy, że pomieszczeń w gimnazjum jest za mało) oraz zmniejszeniu uległoby boisko szkolne, z którego korzystaliby gimnazjaliści. Ten wariant wymaga także rozwiązania kwestii prowadzenia zajęć wychowania fizycznego w trakcie budowy sali.

W przypadku wersji 2 i 3 projekt przewiduje wybudowanie parkingu na około 130 samochodów na terenie obecnego boiska sportowego. Przy takim założeniu obie szkoły stracą tak niezbędne dla rozwoju dzieci i młodzieży miejsce do ćwiczeń na powietrzu. Zwiększy to także ruch samochodowy w okolicy szkoły, generując hałas i zanieczyszczenie powietrza. Jest to kolejny krok wspomagający zabetonowywanie miasta ogrodu oraz wspierający transport samochodowy, zamiast promowania zdrowszego transportu rowerowego i pieszego. Na wizualizacji pokazany był także budynek basenu, który mógłby powstać w przyszłości na pozostałej części boiska sportowego. Na pytanie mieszkańców o fakt utraty miejsca do ćwiczeń przez uczniów obu szkół padły słowa, że to daleka przyszłość, może za 65 lat powstanie basen, a boisko sportowe jest i w tym momencie… projektant usunął z prezentacji budynek basenu i parking.

Większość radnych wyrażała poparcie dla wersji nr 3. Pytanie radnego Macieja Krzyżańskiego o analizę ruchu drogowego przy projektowanym wjeździe na parkingi od ulicy Poznańskiej zostało zignorowane. To samo spotkało pytanie radnego Marka Barłoga, który chciał się dowiedzieć o szacunki dotyczące kosztów utrzymania obiektu.

Radni nie otrzymali również konkretnych odpowiedzi dotyczących kosztu budowy. Padła kwota 9-10 milionów złotych oparta jedynie na kalkulacji metra kwadratowego wynoszącego około 3000 zł. W czasie trwania obecnej kadencji pomysł budowy hali pojawiał się już dwukrotnie w roku 2011 i listopadzie 2013 – wówczas to burmistrz zaproponował wybudowanie hali z pełnowymiarowym boiskiem za 6 milionów złotych. Minął niecały rok i nasz „miś” jest już ponad 50% droższy, a jeszcze nie została wbita pierwsza łopata.

Jestem za budową sali, gdyż szkoły jej potrzebują. Zastanawiam się tylko, czy potrzebujemy i czy stać nas na tak duży obiekt. Martwi mnie również krótka pamięć niektórych radnych, którzy wcześniej byli przeciwni rozbudowie szkoły i z wielkim zaangażowaniem przekonywali mieszkańców, że budowa dodatkowego skrzydła szkoły ze względu na trudne warunki gruntowe jest prawie technicznie niemożliwa, a na pewno nieopłacalna. I nagle na tym samym gruncie ma powstać większy budynek. Zastanawiam się zarazem, co się stało w kasie miasta w ciągu ostatniego roku, że wiceburmistrz Ślisiński, który kilka miesięcy temu ostro skrytykował propozycję budowy łącznika pomiędzy szkołą a salą gimnastyczną twierdząc, że 300 tysięcy złotych to poważny wydatek, obecnie nie widzi problemu, by wydać 30 razy więcej…

Żeby nie było tak pesymistycznie na koniec światełko nadziei. Ignorowany i wyśmiewany przez władze miasta i radnych problem przechodzenia dzieci pomiędzy szkołą i salą gimnastyczną oraz związanych z tym przeziębień trafił na sztandary władz i jest odmieniany przez wszystkie przypadki.

*Bogna Urbaniak-Wichniewicz - współpracowniczka bloga "Zielone Puszczykowo", zakochana w naszym mieście, w którym mieszka od urodzenia, absolwentka Uniwersytetu Przyrodniczego, zamiłowana pszczelarka i pasjonatka biegów na orientację. Kandydatka na radną w wyborach samorządowych z  KWW Krzysztofa J.Kamińskiego "Odświeżmy Puszczykowo".

poniedziałek, 15 września 2014

Czy na Niwce powstanie siłownia pod chmurką?

Zamieszczany na łamach bloga "Zielone Puszczykowo" - za zgodą autorki - list który otrzymał radny Maciej Krzyżański. Kierując się zasadą "ruch to zdrowie" miasto mogłoby postarać się wybudować siłownię pod chmurką na terenie Puszczykówka i Niwki. Blog powstał, żeby wspomagać wszystkie inicjatywy oddolne mieszkańców Puszczykowa. Zachęcamy więc do lektury tekstu i wsparcia pomysłu na aktywizację sportową południowych dzielnic naszego miasta. 

Maria Jakubiak*

Orlik na Niwce. Fot. M. Krzyżański
W imieniu mieszkańców osiedla Nowe Osiedle zwracam się z prośbą o sfinansowanie budowy siłowni plenerowej. Proponowana lokalizacja to sąsiedztwo boiska „Orlik” zlokalizowanego przy ulicy Nowe Osiedle.

Dla wielu mieszkańców osiedla oraz Niwki uczęszczanie do obiektów MOSIR wiąże się z koniecznością dalekiego dojazdu, nie każdy z mieszkańców dysponuje samochodem a komunikacja lokalna nie zawsze zapewnia komfortowe możliwości dojazdu.

Siłownia plenerowa to obiekt sportowy, który przy odpowiednim doborze przyrządów służyć może mieszkańcom wszystkich pokoleń. Proponowana lokalizacja posiada między innymi zaletę w postaci możliwości wykonywania ćwiczeń przez rodziców podczas gdy dzieci rozgrywają mecze na położonym obok boisku. Także dla dzieci lokalizacja siłowni obok boiska zapewnia możliwość rozgrzewki oraz kompleksowego rozwoju fizycznego.

Siłownia plenerowa umożliwia aktywność fizyczną przedstawicielom wszystkich pokoleń. Nie każdy z mieszkańców szczególnie wśród kobiet posiada predyspozycje do uprawiania piłki nożnej lub siatkówki, gdzie także niezbędne jest zebranie odpowiedniej liczny graczy.

Siłownia plenerowa jak pokazują przykłady z innych miast pełni także rolę integrującą lokalną społeczność dając możliwość przy okazji ćwiczeń fizycznych do nawiązywania i pogłębiania relacji międzyludzkich.

Przedsięwzięcie to na pewno spotka się z przychylnością większości mieszkańców i będzie stanowiło dla nich oraz ich gości atrakcję. Naszym zdaniem siłownia wpisuje się doskonale w koncepcję Puszczykowa jako miasta ogrodu, gdyż ogród to nie tylko miejsce wzrostu pięknych roślin ale także przestrzeń do relaksu i aktywnego wypoczynku.

*Maria Jakubiak - mieszkanka ulicy Norwida

sobota, 13 września 2014

Zaproszenie od Fiedlerów i Ryszarda Krawca!

Miłośników poezji zapraszamy na niedzielne popołudnie z twórczością puszczykowianina, dr. Ryszarda Krawca i jego najnowszym tomikiem: Życiowy poker. Niedziela, 14.09 godz. 17:00, kawiarnia Mipetraka przy Muzeum Fiedlera.

czwartek, 11 września 2014

Drzwi otwarte w Angie!

Stowarzyszenie Sportowe Akademia Tenisowa Angelique Kerber zaprasza 14 września br. (niedziela) na "Drzwi Otwarte" do Centrum Tenisowego Angie przy ul. Sobieskiego 50 w Puszczykowie 



środa, 10 września 2014

Władysław Pazgrat – żołnierz września 1939 roku

Maciej Krzyżański*

W roku 2014 przypada 75 rocznica wybuchu II wojny światowej. Z tego powodu postanowiłem sportretować człowieka, który był zwykłym mieszkańcem Mosiny i Puszczykowa, a zarazem żołnierzem walczącym na froncie polsko-niemieckim podczas wojny obronnej 1939 roku.

Władysław Pargrat -
żołnierz pośrodku
Armia Poznań, której geneza sięgała Powstania Wielkopolskiego, składała się głównie z mieszkańców Wielkopolski. Jednym z żołnierzy wchodzących w skład tej armii był Władysław Pazgrat, który urodził się w Mosinie 1 stycznia 1908 r. Do Puszczykowa przeprowadził się wraz z rodziną w roku 1920. Jego ojcem był Walenty Pazgrat, który wysłał go na trzyletnie praktyki do mistrza blacharstwa Zygmunta Kwiatkowskiego z Poznania. Na zakończenie nauk Władysław musiał przystąpić do egzaminu na czeladnika, który odbył się we wrześniu 1929 roku; świadectwo wystawiła Izba Rzemieślnicza w Poznaniu. W tym czasie Puszczykowo szybko się urbanizowało, dlatego Pazgrat założył tu firmę o specjalizacji blacharsko-instalacyjnej. W latach trzydziestych zdecydował się na kupno działki przy ulicy Leśnej budowę domu. W okresie letnim dom ten pełnił funkcję małego pensjonatu oraz punktu gastronomicznego. Żoną Władysława była została Joanna Pazgrat z domu Blum. Urodziła się ona w Witten w Westfalii. Jej ojcem był pochodzący z okolic Wrześni Andrzej Blum, który, wyemigrował na przełomie XIX i XX wieku do Westfalii, gdzie został sztygarem. Jednak, kiedy przyszło wyzwolenie Polski, musiał zdecydować, które obywatelstwo przyjmuje. Zdecydował się na Polskę. Po powrocie do Wielkopolski pierwszym miejscem zamieszkania rodziny Blumów była miejscowość Główna w okolicach Poznania, a dopiero stamtąd przenieśli się do Puszczykowa. I właśnie wtedy Władysław i Joanna poznali się na zabawie w restauracji „Leśny Zameczek”.

Jeszcze w maju 1929 roku Pazgrat stanął przed Komisją Poborową, która mieściła się w Urbanowie. Jak orzekła komisja, był „zdolny do czynnej służby wojskowej” i uzyskał kategorię A. W 1939 roku Rzeczpospolita Polska widząc postępowanie hitlerowskich Niemiec zmobilizowała żołnierzy z rezerw. Władysław został przydzielony do oddziału komunikacyjnego w Armii Poznań. Wojska niemieckie zaatakowały Polskę w dniu 1 września dwoma zgrupowaniami: Armii Południe, której celem operacyjnym było iść na Warszawę przez Łódź oraz Armii Północ, której celem operacyjnym było odcięcie Polski od morza oraz zdobycie Warszawy od północy. Armia Poznań musiała cofać się wraz z innymi siłami polskimi na wschód w kierunku Warszawy. Nikt nie atakował tego zgrupowania, ale pozostanie na miejscu groziło zamknięciem w „kotle”. Armia Południe już 8 września 1939 osiągnęła granicę Warszawy. Generał Tadeusz Kutrzeba, widząc beznadziejne położenie Stolicy, zdecydował się na wydanie bitwy siłom niemieckim nad rzeką Bzurą. Powstrzymało to marsz wojsk niemieckich w kierunku Warszawy na kilka dni. Siły polskie walczące nad Bzurą przebiły się do Warszawy. Ostatecznie Armia Poznań broniła jej do kapitulacji w dniu 28 września 1939 roku. Władysław wraz z innymi polskimi żołnierzami dostał się do niemieckiej niewoli.

W niemieckim obozie jenieckim przebywał przez blisko rok. „Zaświadczenie o zwolnieniu z niewoli wojennej” otrzymał dopiero 20 czerwca 1940 roku z adnotacją „Stale nosić przy sobie”. Dalej było napisane: „Na rozkaz Naczelnej Komendy Sił Zbrojnych Władysław Pazgrat[...] został dzisiaj zwolniony z niemieckiej niewoli wojennej. Zwolniony ma się w ciągu 24 godzin zameldować osobiście u właściwej Miejscowej Komendy Policji i tam też przedłożyć swoją kartę pracy”. Dokument podpisał Komendant Obozu. Władysław ponadto był zobowiązany aby „w ciągu 8 tygodni wystarać się z domu cywilnego o ubranie i odstępne przez Państwo Niemieckie część munduru (bluza, spodnie, czapka, trzewiki) oddać w najbliższym Posterunku Policji za zwrotem 0,- RM”. Władze niemieckie zabroniły mu opuszczać miejsce zamieszkania i pracy pod karą „natychmiastowego uwięzienia”. Został przydzielony do pracy w zakładach Herkules Werke w Poznaniu, gdzie pracował prawdopodobnie do końca wojny.

W opowieściach rodzinnych zachowało się wspomnienie o zatargu Władysława z niemieckimi policjantami z Puszczykowa. Nasz bohater dojeżdżał do pracy w Poznaniu rowerem, tak jak większość polskich pracowników. W pewną niedzielę naprawiał pojazd i postanowił wypróbować maszynę po koniecznej reperacji. Wyjechał na ulicę Dworcową, gdzie policjanci zaczęli strzelać, bo była godzina policyjna. Schwytali go i skonfiskowali mu rower, przy tym boleśnie go pobili. Tym faktem poskarżył się w swoim miejscu pracy. Policjanci dostali naganę, a poszkodowany przydział na bilet na jazdę pociągiem. Od tej pory policjanci w akcie zemsty bili Władysława zawsze jak go spotkali.

W 1945 roku Puszczykowo zostało wyzwolone z okupacji niemieckiej. W odrodzonej Polce zaczęto energicznie przystępować do odbudowy zniszczeń. Pazgrat zapisał się do Polskiego Związku Zachodniego w Mosinie. Była to organizacja istniejąca od 1934 roku, a mająca na celu obronę Polski przed naszym zachodnim sąsiadem. Działalność związku była kontynuowana w konspiracji podczas okupacji niemieckiej. Działacze związku byli szczególnie tępieni przez służby bezpieczeństwa państwa Niemieckiego, a najczęstszą karą za przynależność była śmierć. Związek oficjalnie został reaktywowany w 1944 roku, a od 1945 jego główną siedzibą został Poznań. Związek propagował granicę na Odrze i Nysie Łużyckiej.

W roku 1947 Pazgrat wpłacił pieniądze na „Społeczny Fundusz Odbudowy Stolicy i Poznania”. Polska była bardzo zniszczonym krajem w wyniku wojny i każda kwota była bardzo cenna. W tym samym roku został wyróżniony „Medalem za Warszawę”. Jak czytamy w książeczce dołączonej do medalu: „W celu upamiętnienia bohaterskiej historii Warszawy w wojnie z hitlerowskim najeźdźcą, historii żołnierza, który bronił Stolicy we wrześniu 1939 roku [...] ustanawia się odznaczenie wojskowe pod nazwą: Medal za Warszawę”. Również w 1947 roku dostał „Odznakę Grunwaldzką” za uczestnictwo w walce zbrojnej z okupantem. Niestety zasługi na rzecz ojczyzny nie przydały się w życiu codziennym.

W roku 1945 po wojennej przerwie Władysław wznowił działalność swojego zakładu. Od 1947 roku płacił na rzecz państwa podatek obrotowy. Zakład przez trzy lata powojenne rozwijał się pomyślnie. Władysław wybudował nowe pomieszczenia zakładowe. Należy przypomnieć, że po II wojnie światowej istniał jeszcze w wielu branżach polskiej gospodarki wolny rynek. Niestety władze przystąpiły wkrótce do niszczenia prywatnej inicjatywy poprzez nakładanie wysokich podatków. W wyniku działań państwa w następnych latach zakład podupadł i został prawdopodobnie zamknięty. Resztę życia Władysław Pazgrat przepracował w państwowych zakładach. Przeszedł na emeryturę ostatecznie w roku 1972. Zmarł w wyniku tragicznego wypadku w roku 1975.

*Maciej Krzyżański - radny miejski, przedstawiciel komitetu "Odświeżmy Puszczykowo", współpracownik puszczykowskich mediów, historyk specjalizujących się w badaniu dziejów naszego miasta.