Szukaj na tym blogu

poniedziałek, 15 września 2014

Czy na Niwce powstanie siłownia pod chmurką?

Zamieszczany na łamach bloga "Zielone Puszczykowo" - za zgodą autorki - list który otrzymał radny Maciej Krzyżański. Kierując się zasadą "ruch to zdrowie" miasto mogłoby postarać się wybudować siłownię pod chmurką na terenie Puszczykówka i Niwki. Blog powstał, żeby wspomagać wszystkie inicjatywy oddolne mieszkańców Puszczykowa. Zachęcamy więc do lektury tekstu i wsparcia pomysłu na aktywizację sportową południowych dzielnic naszego miasta. 

Maria Jakubiak*

Orlik na Niwce. Fot. M. Krzyżański
W imieniu mieszkańców osiedla Nowe Osiedle zwracam się z prośbą o sfinansowanie budowy siłowni plenerowej. Proponowana lokalizacja to sąsiedztwo boiska „Orlik” zlokalizowanego przy ulicy Nowe Osiedle.

Dla wielu mieszkańców osiedla oraz Niwki uczęszczanie do obiektów MOSIR wiąże się z koniecznością dalekiego dojazdu, nie każdy z mieszkańców dysponuje samochodem a komunikacja lokalna nie zawsze zapewnia komfortowe możliwości dojazdu.

Siłownia plenerowa to obiekt sportowy, który przy odpowiednim doborze przyrządów służyć może mieszkańcom wszystkich pokoleń. Proponowana lokalizacja posiada między innymi zaletę w postaci możliwości wykonywania ćwiczeń przez rodziców podczas gdy dzieci rozgrywają mecze na położonym obok boisku. Także dla dzieci lokalizacja siłowni obok boiska zapewnia możliwość rozgrzewki oraz kompleksowego rozwoju fizycznego.

Siłownia plenerowa umożliwia aktywność fizyczną przedstawicielom wszystkich pokoleń. Nie każdy z mieszkańców szczególnie wśród kobiet posiada predyspozycje do uprawiania piłki nożnej lub siatkówki, gdzie także niezbędne jest zebranie odpowiedniej liczny graczy.

Siłownia plenerowa jak pokazują przykłady z innych miast pełni także rolę integrującą lokalną społeczność dając możliwość przy okazji ćwiczeń fizycznych do nawiązywania i pogłębiania relacji międzyludzkich.

Przedsięwzięcie to na pewno spotka się z przychylnością większości mieszkańców i będzie stanowiło dla nich oraz ich gości atrakcję. Naszym zdaniem siłownia wpisuje się doskonale w koncepcję Puszczykowa jako miasta ogrodu, gdyż ogród to nie tylko miejsce wzrostu pięknych roślin ale także przestrzeń do relaksu i aktywnego wypoczynku.

*Maria Jakubiak - mieszkanka ulicy Norwida

sobota, 13 września 2014

Zaproszenie od Fiedlerów i Ryszarda Krawca!

Miłośników poezji zapraszamy na niedzielne popołudnie z twórczością puszczykowianina, dr. Ryszarda Krawca i jego najnowszym tomikiem: Życiowy poker. Niedziela, 14.09 godz. 17:00, kawiarnia Mipetraka przy Muzeum Fiedlera.

czwartek, 11 września 2014

Drzwi otwarte w Angie!

Stowarzyszenie Sportowe Akademia Tenisowa Angelique Kerber zaprasza 14 września br. (niedziela) na "Drzwi Otwarte" do Centrum Tenisowego Angie przy ul. Sobieskiego 50 w Puszczykowie 



środa, 10 września 2014

Władysław Pazgrat – żołnierz września 1939 roku

Maciej Krzyżański*

W roku 2014 przypada 75 rocznica wybuchu II wojny światowej. Z tego powodu postanowiłem sportretować człowieka, który był zwykłym mieszkańcem Mosiny i Puszczykowa, a zarazem żołnierzem walczącym na froncie polsko-niemieckim podczas wojny obronnej 1939 roku.

Władysław Pargrat -
żołnierz pośrodku
Armia Poznań, której geneza sięgała Powstania Wielkopolskiego, składała się głównie z mieszkańców Wielkopolski. Jednym z żołnierzy wchodzących w skład tej armii był Władysław Pazgrat, który urodził się w Mosinie 1 stycznia 1908 r. Do Puszczykowa przeprowadził się wraz z rodziną w roku 1920. Jego ojcem był Walenty Pazgrat, który wysłał go na trzyletnie praktyki do mistrza blacharstwa Zygmunta Kwiatkowskiego z Poznania. Na zakończenie nauk Władysław musiał przystąpić do egzaminu na czeladnika, który odbył się we wrześniu 1929 roku; świadectwo wystawiła Izba Rzemieślnicza w Poznaniu. W tym czasie Puszczykowo szybko się urbanizowało, dlatego Pazgrat założył tu firmę o specjalizacji blacharsko-instalacyjnej. W latach trzydziestych zdecydował się na kupno działki przy ulicy Leśnej budowę domu. W okresie letnim dom ten pełnił funkcję małego pensjonatu oraz punktu gastronomicznego. Żoną Władysława była została Joanna Pazgrat z domu Blum. Urodziła się ona w Witten w Westfalii. Jej ojcem był pochodzący z okolic Wrześni Andrzej Blum, który, wyemigrował na przełomie XIX i XX wieku do Westfalii, gdzie został sztygarem. Jednak, kiedy przyszło wyzwolenie Polski, musiał zdecydować, które obywatelstwo przyjmuje. Zdecydował się na Polskę. Po powrocie do Wielkopolski pierwszym miejscem zamieszkania rodziny Blumów była miejscowość Główna w okolicach Poznania, a dopiero stamtąd przenieśli się do Puszczykowa. I właśnie wtedy Władysław i Joanna poznali się na zabawie w restauracji „Leśny Zameczek”.

Jeszcze w maju 1929 roku Pazgrat stanął przed Komisją Poborową, która mieściła się w Urbanowie. Jak orzekła komisja, był „zdolny do czynnej służby wojskowej” i uzyskał kategorię A. W 1939 roku Rzeczpospolita Polska widząc postępowanie hitlerowskich Niemiec zmobilizowała żołnierzy z rezerw. Władysław został przydzielony do oddziału komunikacyjnego w Armii Poznań. Wojska niemieckie zaatakowały Polskę w dniu 1 września dwoma zgrupowaniami: Armii Południe, której celem operacyjnym było iść na Warszawę przez Łódź oraz Armii Północ, której celem operacyjnym było odcięcie Polski od morza oraz zdobycie Warszawy od północy. Armia Poznań musiała cofać się wraz z innymi siłami polskimi na wschód w kierunku Warszawy. Nikt nie atakował tego zgrupowania, ale pozostanie na miejscu groziło zamknięciem w „kotle”. Armia Południe już 8 września 1939 osiągnęła granicę Warszawy. Generał Tadeusz Kutrzeba, widząc beznadziejne położenie Stolicy, zdecydował się na wydanie bitwy siłom niemieckim nad rzeką Bzurą. Powstrzymało to marsz wojsk niemieckich w kierunku Warszawy na kilka dni. Siły polskie walczące nad Bzurą przebiły się do Warszawy. Ostatecznie Armia Poznań broniła jej do kapitulacji w dniu 28 września 1939 roku. Władysław wraz z innymi polskimi żołnierzami dostał się do niemieckiej niewoli.

W niemieckim obozie jenieckim przebywał przez blisko rok. „Zaświadczenie o zwolnieniu z niewoli wojennej” otrzymał dopiero 20 czerwca 1940 roku z adnotacją „Stale nosić przy sobie”. Dalej było napisane: „Na rozkaz Naczelnej Komendy Sił Zbrojnych Władysław Pazgrat[...] został dzisiaj zwolniony z niemieckiej niewoli wojennej. Zwolniony ma się w ciągu 24 godzin zameldować osobiście u właściwej Miejscowej Komendy Policji i tam też przedłożyć swoją kartę pracy”. Dokument podpisał Komendant Obozu. Władysław ponadto był zobowiązany aby „w ciągu 8 tygodni wystarać się z domu cywilnego o ubranie i odstępne przez Państwo Niemieckie część munduru (bluza, spodnie, czapka, trzewiki) oddać w najbliższym Posterunku Policji za zwrotem 0,- RM”. Władze niemieckie zabroniły mu opuszczać miejsce zamieszkania i pracy pod karą „natychmiastowego uwięzienia”. Został przydzielony do pracy w zakładach Herkules Werke w Poznaniu, gdzie pracował prawdopodobnie do końca wojny.

W opowieściach rodzinnych zachowało się wspomnienie o zatargu Władysława z niemieckimi policjantami z Puszczykowa. Nasz bohater dojeżdżał do pracy w Poznaniu rowerem, tak jak większość polskich pracowników. W pewną niedzielę naprawiał pojazd i postanowił wypróbować maszynę po koniecznej reperacji. Wyjechał na ulicę Dworcową, gdzie policjanci zaczęli strzelać, bo była godzina policyjna. Schwytali go i skonfiskowali mu rower, przy tym boleśnie go pobili. Tym faktem poskarżył się w swoim miejscu pracy. Policjanci dostali naganę, a poszkodowany przydział na bilet na jazdę pociągiem. Od tej pory policjanci w akcie zemsty bili Władysława zawsze jak go spotkali.

W 1945 roku Puszczykowo zostało wyzwolone z okupacji niemieckiej. W odrodzonej Polce zaczęto energicznie przystępować do odbudowy zniszczeń. Pazgrat zapisał się do Polskiego Związku Zachodniego w Mosinie. Była to organizacja istniejąca od 1934 roku, a mająca na celu obronę Polski przed naszym zachodnim sąsiadem. Działalność związku była kontynuowana w konspiracji podczas okupacji niemieckiej. Działacze związku byli szczególnie tępieni przez służby bezpieczeństwa państwa Niemieckiego, a najczęstszą karą za przynależność była śmierć. Związek oficjalnie został reaktywowany w 1944 roku, a od 1945 jego główną siedzibą został Poznań. Związek propagował granicę na Odrze i Nysie Łużyckiej.

W roku 1947 Pazgrat wpłacił pieniądze na „Społeczny Fundusz Odbudowy Stolicy i Poznania”. Polska była bardzo zniszczonym krajem w wyniku wojny i każda kwota była bardzo cenna. W tym samym roku został wyróżniony „Medalem za Warszawę”. Jak czytamy w książeczce dołączonej do medalu: „W celu upamiętnienia bohaterskiej historii Warszawy w wojnie z hitlerowskim najeźdźcą, historii żołnierza, który bronił Stolicy we wrześniu 1939 roku [...] ustanawia się odznaczenie wojskowe pod nazwą: Medal za Warszawę”. Również w 1947 roku dostał „Odznakę Grunwaldzką” za uczestnictwo w walce zbrojnej z okupantem. Niestety zasługi na rzecz ojczyzny nie przydały się w życiu codziennym.

W roku 1945 po wojennej przerwie Władysław wznowił działalność swojego zakładu. Od 1947 roku płacił na rzecz państwa podatek obrotowy. Zakład przez trzy lata powojenne rozwijał się pomyślnie. Władysław wybudował nowe pomieszczenia zakładowe. Należy przypomnieć, że po II wojnie światowej istniał jeszcze w wielu branżach polskiej gospodarki wolny rynek. Niestety władze przystąpiły wkrótce do niszczenia prywatnej inicjatywy poprzez nakładanie wysokich podatków. W wyniku działań państwa w następnych latach zakład podupadł i został prawdopodobnie zamknięty. Resztę życia Władysław Pazgrat przepracował w państwowych zakładach. Przeszedł na emeryturę ostatecznie w roku 1972. Zmarł w wyniku tragicznego wypadku w roku 1975.

*Maciej Krzyżański - radny miejski, przedstawiciel komitetu "Odświeżmy Puszczykowo", współpracownik puszczykowskich mediów, historyk specjalizujących się w badaniu dziejów naszego miasta.

wtorek, 9 września 2014

Sprawa mieszkań w bloku przy Kraszewskiego w Puszczykowie wraca

Maciej Krzyżański*

W ostatnich dniach powróciła z nową energią sprawa mieszkańców bloku przy ul. Kraszewskiego w Puszczykowie. O sprawie było głośno kilka miesięcy temu, po czym zapadła cisza. O jej uciszeniu zdecydował zapewne szum medialny, artykuły w lokalnej prasie oraz audycja w radio Merkury. Niestety niedawno sprawa na nowo się uaktywniła.

Mieszkańcy dostali dokumenty z datą 1 września 2014 roku od „Puszczykowo Real Estate Investment SP. Z O.O.” z tytułem „Informacja o zamiarze zbycia prawa własności lokalu mieszkalnego”. Dalej czytamy „Działając w imieniu Puszczykowo Real Investment spółka z ograniczoną odpowiedzialnością z siedzibą w Puszczykowie (dalej Spółka), niniejszym informuję iż Spółka ogłasza zamiar zbycia prawa własności lokalu mieszkalnego wraz z współwłasnością nieruchomości gruntowej”. Przedmiotem sprzedaży ma być blok zamieszkały przez kilkadziesiąt rodzin. Z relacji wiadomo, że w obiekcie mieszka wiele osób pracujących w szpitalu. Jednak są również mieszkania socjalne, opłacane przez miasto Puszczykowo.
Blok mieszkalny przy ulicy Kraszewskiego.
Fot. M. Krzyżański


Jak się dowiedziałem od osób zaangażowanych, każdy mieszkaniec dostał ofertę kupna. Większość osób nie posiada funduszy na wykup swoich lokali, w których mieszka z rodziną. Spółka zaproponowała wynegocjowane udogodnienia, jak „notariusz w preferencyjnych cenach” czy „możliwość uzyskania kredytu na korzystnych warunkach w Gospodarczym Banku Społecznym w Mosinie lub w Alior Banku w Poznaniu”. Warto jednak zadać pytanie, jak osoby nie zarabiające dużo, ale pracujące ciężko w pobliskim szpitalu, mają udźwignąć tak duże zobowiązanie finansowe?

Mieszkańcy zapraszani są do złożenia „deklaracji intencji nabycia lokalu”. Jednak spółka sobie zastrzegła prawo „do odmowy przyjęcia deklaracji intencji nabycia w/w lokalu bez podawania przyczyny do dnia 30 listopada 2014”. Czy tak można traktować mieszkańców, który od wielu lat płacą duże czynsze za wynajmowane lokale. Uważam, że każdy powinien być traktowany z szacunkiem. Zwłaszcza osoby, które są długoletnimi klientami oraz posiadają silną więź emocjonalną ze swoim miejscem zamieszkania. Cena wyznaczona ze metr kwadratowy wynosi 2.300 złotych. Jest to bardzo (tyle wynosi m2 używanego mieszkania w centrum Poznania) duża suma jak na budynek, który od lat nie przechodził generalnych remontów. Mieszkańcy mówią, że większość instalacji nadaje się do wymiany. W lokalach – wedle relacji – nie ma podstawowych pomieszczeń takich jak kuchnia (!), więc wymagają one dużych nakładów inwestycyjnych.

Jako radny muszę bronić interesów mieszkańców naszej miejscowości. Spółka wysyłająca pisma jest pośrednią własnością Starostwa Powiatowego w Poznaniu, czyli samorządu. Samorząd to wszyscy ludzie i nie powinien traktować swoich obywateli jak klientów wolnorynkowych. Uważam, że należy wziąć pod uwagę wkład wniesiony w lokalną społeczność poprzez pracę w szpitalu. Jednak przede wszystkim powinien być uwzględniony wkład w postaci czynszów płaconych niekiedy przez wiele lat, a które nie zostały wykorzystane – wedle relacji – na remont budynku. Miejmy nadzieję, że podmioty, które zajmują się administracją budynkiem, wypracują kompromis z mieszkańcami i będą w dialogu rozwiązywać problemy. Nie można traktować tych ludzi jak petentów, którym odmawia się „bez podania przyczyny”. Po pierwsze ludzie – taka zasada powinna obowiązywać.

*Maciej Krzyżański - radny miejski, przedstawiciel komitetu "Odświeżmy Puszczykowo", współpracownik puszczykowskich mediów, historyk specjalizujących się w badaniu dziejów naszego miasta.

poniedziałek, 8 września 2014

piątek, 5 września 2014

Nowa Biblioteka Miejska na Rynku – pełno niedoróbek

Maciej Krzyżański*

W sobotę 6 września 2014 roku odbędzie się otwarcie nowej biblioteki na Rynku w Puszczykowie. Przypomnijmy zatem, że zakup i remont budynku wzbudził liczne kontrowersje. Główną przyczyną krytyki władz miasta były kwestie finansowe. Obiekt został zakupiony za 750 tysięcy złotych, ale za tę cenę Puszczykowo dostało tylko puste, niewykończone, surowe pomieszczenia. Okazało się również, że strop nie był przystosowany do funkcji bibliotecznych i należało go wzmocnić. Władze Puszczykowa olbrzymim kosztem wykończyły obiekt by mógł stać się nową Biblioteką Miejską.

Nieaktualny znak nadal stoi. Fot. M. Krzyżański
Efekty oceniane są różnie. Jednym nowy budynek się podoba, drugim nie. To kwestia gustu. Przeniesienie biblioteki jest faktem i należy doprowadzić inwestycję do końca. Mimo ogłoszonego szumnie otwarcia, jest jeszcze wiele niedoróbek oraz niedopracowanych rzeczy. Dlatego tym artykułem sygnalizuję moje przemyślenia na ten temat. Radna Szczotka w sierpniowym numerze „Echa Puszczykowa” napisała, że „biblioteka pracuje normalnie od początku sierpnia”. Jednak mimo upływu miesiąca od otwarcia obiektu, władze miejskie pozostawiły jeszcze pełnio niedoróbek, które muszą być skorygowane.

Wraz z otwarciem biblioteki na nowoczesnym balkonie powieszono dość kiczowaty plastikowy napis „BMCAK”. Wyglądało to nieestetycznie. Zwróciłem na to uwagę na komisji, dzięki czemu napis został zdjęty. Niestety na całym obiekcie nie ma choćby jednego rozwinięcia nazwy „BMCAK”. Na komisji proponowałem, żeby rozwinąć napis BMCAK i napisać pełną nazwę na budynku: „Biblioteka Miejska Centrum Animacji Kultury”. W końcu nie każdy mieszkaniec Puszczykowa wie, co skrót oznacza. Niestety postulatu nie spełniono. Następną sprawą jest pozostawienie tablicy na ulicy Poznańskiej, która wskazuje bibliotekę miejską na ulicy.... Wysokiej. Jest to pewne niedopatrzenie, ale bardzo mylące dla mieszkańców. Przecież nie każdy wie o przeprowadzce i może sugerować się drogowskazem.

Mieszkańcy zwrócili również uwagę na oznaczenie toalety. Jest ono w ich ocenie mało widoczne. Muszę się z tym faktem zgodzić – toaleta powinna być oznakowana w taki sposób, żeby każdy człowiek odwiedzający Rynek wiedział, że to jest toaleta. Następnym błędem który zaważyłem w czasie użytkowania biblioteki, jest problem napisów wykonanych wewnątrz obiektu. Pomieszczenia zostały nazwane anglojęzycznymi nazwami: „E-Room”, „Caffe Prasa”, „E-book”. Uważam, że biblioteka powinna jednak używać nazw polskich. Muszę przypomnieć, że na terenie Rzeczpospolitej Polskiej obowiązuje „Ustawa o języku polskim” i nie powinno używać się obcojęzycznych zwrotów, jeśli tylko można tego uniknąć. Radna Szczotka pisze w sierpniowym „Echu Puszczykowa”, że czytelnia i wypożyczalnia książek wyglądają „nowocześnie i ładnie”. No cóż – radna chwali się, że jest polonistką, a jak widać nie ma przywiązania do tradycji polskiego języka. Smutne to.

Nowa biblioteka, a okna niewykończone.
Fot. M. Krzyżański
Istnieje jeszcze wielki problem niedokończonych prac wykończeniowych obiektu. Po pierwsze – zgodnie z moim wnioskiem – wymieniono skrzynkę energetyczną z budowlanej na użytkową, ale nie zmieniono miejsca usytuowania urządzenia. Stoi ono przed fasadą, co bardzo psuje wygląd nowej biblioteki. Wiele wnęk w których osadzone są okna jest niewykończonych. Drewniane belki od strony wejścia od samego zakupu obiektu są popękane, co wygląda nieestetycznie. Zaproponowałem na komisji postawienie nowoczesnego stojaka na rowery, który umożliwiłby parkowanie pojazdów przy wejściu – w końcu moda na rowery cały czas rośnie.
Mam nadzieję, że niedługo wszystkie niedoróbki zostaną usunięte. W przyszłości przydałoby się jeszcze zmienić godziny funkcjonowania, gdyż ludzie często chcą wypożyczyć książkę po pracy. Zapraszam wszystkich na oficjalne otwarcie biblioteki, podczas którego odbędzie się czytanie wybranego fragmentu „Trylogii” Henryka Sienkiewicza w ramach Narodowego Czytania – akcji zainicjowanej przez Prezydenta Rzeczpospolitej Polskiej Bronisława Komorowskiego. Na zakończenie uroczystości odbędzie się koncert Marcina Wyrostka. Miejmy nadzieję, że budynek będzie dobrze służyć przez następne lata mieszkańcom Puszczykowa.

*Maciej Krzyżański - radny miejski, przedstawiciel komitetu "Odświeżmy Puszczykowo", współpracownik puszczykowskich mediów, historyk specjalizujących się w badaniu dziejów naszego miasta.